środa, 10 stycznia 2018

4. Likwidacja Spółdzielni Mieszkanionych i stworzenie w ich miejsce Centralnego Urzędu.



464 zł- taka jest przeciętna wysokość miesięcznego czynszu spółdzielczego w Polsce. https://www.polskieradio.pl/42/273/Artykul/1420502,Ile-srednio-Polacy-wydaja-miesiecznie-na-rachunki Biorąc pod uwagę, że opłatę na rzecz spółdzielni wnosi 58% z 14 mln gospodarstw domowych, http://forsal.pl/galerie/966375,duze-zdjecie,2,choc-liczba-ludnosci-spada-to-rosnie-liczba-gospodarstw-domowych-infografika.html  na opłatę czynszową Polacy wydają łącznie ok. 35mld zł. To ogromnie dużo, biorąc pod uwagę iż spółdzielnie, poza remontami i ociepleniami bloków, zajmują się na ogół drobnymi sprawami związanymi z obsługą mieszkańców: zaopatrzeniem mieszkań w media (woda, prąd, gaz), wywóz śmieci itp. 35 mld zl wydatków Polaków na czynsz mieszkaniowy jest zdecydowanie za wysoki w porównaniu z kosztami jakie ponosi spółdzielnia za dostarczenie tych usług (kontrakty z przedsiębiorstwami dostarczającymi prąd, gaz, wodę, wywóz śmieci itp.). Ponieważ system spółdzielczy okazał się marnotrawny, którego nieefektywność obrazuje łączna suma wydatków na czynsze- 35 mld zł, proponuję likwidację spółdzielni mieszkaniowych i stworzenie w ich miejsce Centralnego Urzędu. Urząd podpisywałby stałe umowy z ogólnopolskimi dostawcami mediów oraz z firmami remontowymi. Wszystkie umowy z Urzędem o świadczenie usług lub wykonanie prac remontowych obejmowałyby obszar województwa, kilku województw lub całego kraju. Miałyby więc dużo szerszy zasięg niż obecne umowy zawierane przez Spółdzielnie. Przedsiębiorstwa budowlane z którymi  Urząd podpisał umowy przeprowadzaliby wszystkie remonty na wniosek i koszt mieszkańców remontowanych budynków. Drobne naprawy i stałe czynności takich jak: sprawdzanie liczników wody i gazu, wymiana wodomierzy i in. wykonywaliby pracownicy terenowych Urzędu. Pracownicy terenowi otrzymywaliby budżetowe wynagrodzenie wyłącznie za stałe czynności, natomiast drobne naprawy dokonywaliby na koszt lokatorów. Pracownikiem terenowym mógłby zostać każdy, kto posiadałby odpowiednie kwalifikacje i wyraził chęć prowadzenia na własny rachunek swojej działalności zawodowej w ramach Urzędu. Pracownicy Urzędu podlegaliby ocenie klientów (miałby własny rating) za pośrednictwem głosowania internetowego. Na stronie Urzędu każdy pracownik terenowy posiadałby profil: imię, nazwisko zdjęcie, telefon, cena za usługi, rating. Klienci znaliby zatem zarówno cenę pracownika za świadczone usługi jak i ocenę wystawioną przez mieszkańców. Dzięki informacji o cenie i ratingowi między pracownikami wywiązałaby się konkurencja, co doprowadziłoby do zmniejszenia kosztu dokonanych napraw i zwiększenia ich jakości. Pracownicy terenowi mimo, że reprezentowaliby Urząd utrzymywaliby się prawie wyłącznie z pracy własnej. Urząd mógłby zatem zatrudnić nieograniczoną ilość pracowników terenowych, bo nie płaciłby im stałej pensji (poza wynagrodzeniem za stałe czynności, które przy wzroście liczby pracowników wykonywałaby tylko część z nich). Wszystkie funkcje zarządzające pełniłby Prezes Urzędu (ważniejsze decyzje podejmowałby na jego wniosek Minister Budownictwa). Przejęcie wykonywania zadań Spółdzielni przez jeden Centralny Urząd znacznie obniżyłoby koszty obsługi. Z budżetu państwa spełniane byłyby jedynie stałe świadczenia na rzecz mieszkańców: sprzątanie klatek, wywóz śmieci itp. Wszystkie natomiast remonty i ocieplenia bloków oraz bieżące naprawy opłacaliby lokatorzy, a Urząd zapewniłby jedynie zleceniobiorców (umowy w firmami remontowymi, pracownicy techniczni). Oszczędności nastąpiłyby również dzięki redukcji kosztów administracyjno-biurowych (stworzenie jednego centralnego organu zarządzającego, w miejsce tysięcy spółdzielni z własną administracją), zmniejszeniu liczby pracowników biurowych oraz wprowadzeniu stałych umów z ogólnopolskimi lub wojewódzkimi firmami remontowymi oraz dostawcami usług (przedsiębiorstwa za pełnienie usług dla 38 mln ludności Polski lub 3 mln mieszkańców województwa, pobrałyby niższą cenę niż za taką samą działalność prowadzoną dla 1000 lokatorów osiedla). Wszelkie sprawy z Urzędem mieszkańcy załatwialiby za pośrednictwem środków komunikowania się na odległość: e-mail, telefon. Istota reformy polega na tym, żeby funkcje pełnione przez spółdzielnie zorganizować na poziomie całego kraju. Dzisiaj łączna suma opłat czynszowych wynosi 35 mld zł (464 zł- wysokość przeciętnego czynszu; czynsz płaci 58% z 14 mln gospodarstw domowych), po reformie, zakładając że zorganizowanie każdej funkcji po poziomie całego kraju kosztowałoby 150-300 mln zł (sprzątanie klatek, wywóz śmieci i in.), funkcje spółdzielni za które lokatorzy płaca łącznie 35 mld zł w rachunkach czynszowych, w przypadku ich przejęcia przez Centralny Urząd, dałoby się zmniejszyć do 2 mld zł. Urząd finansowany byłby z budżetu państwa. Polacy z powodu rezygnacji z opłatach czynszowych zaoszczędziliby więc 200-500 zł miesięcznie.


niedziela, 7 stycznia 2018

4a Jak skutecznie obniżyć cenę prądu?

Wzrost ceny prądu wiąże się ze wzrostem opłat, nałożonych na Polskę przez Unię Europejską z powodu dalszego wykorzystania węgla jako tańszego surowca i w związku z tym niedostosowania się do wymogów stawianych przez Unię przejścia z energetyki węglowej na droższą, ale bardziej ekologiczną energetykę wiatrową. Wprowadzona niedawno przez sejm refundacja ceny prądu jest zupełnym absurdem, gdyż jej jedynym skutkiem będzie przerzucenie kosztów z indywidualnych odbiorców na podatników. Wszyscy natomiast i tak zapłacą, a zmieni się jedynie forma płatności- zamiast rachunków pieniądze budżetowe. Z kolei dobrowolne zastąpienie tańszego surowca (węgiel) droższym (źródła odnawialne) dla realizacji wymagań Unii Europejskiej, skutkowałoby stałym podrożeniem prądu, któremu nie dałoby się już w ogóle zaradzić. Jakakolwiek perswazja na Unię w stylu: jesteśmy niepodlegli i możemy robić co chcemy może się skończyć tylko i wyłącznie dalszym wzrostem sankcji za emisję CO2 i w następstwie jeszcze droższym prądem. Wychodzenie natomiast z Unii z powodu tej akurat okoliczności nie bilansuje korzyści naszego członkostwa w innych dziedzinach: dopłat bezpośrednich dla rolników, pieniędzy z funduszy strukturalnych, podejmowania przez polskich imigrantów pracy w krajach UE. Jedynym możliwym rozwiązaniem jest więc podjęcie negocjacji z UE w sprawie likwidacji opłat emisyjnych. Należy dążyć do wydłużenia przynajmniej o 25 lat okresu przejściowego na przyjęcie polityki ekologicznej. W tym celu Polska powinna wykazać nasz znikomy udział w globalnym ociepleniu i skonfrontować go z ogólnie dużo niższymi płacami w Polsce. Wniosek nasunie się wówczas sam: wzrost cen prądu nieproporcjonalnie uderza w ludność jednego z najbiedniejszych krajów UE, a energetyka wiatrowa może być przez Polskę wprowadzona dopiero po wzroście zamożności ludności do poziomu co najmniej obecnej średniej unijnej. Zważywszy, że przewidywane przez ekspertów szkody klimatyczne mogą się zacząć za ok 50 lat, a Polska jako mały kraj emituje zupełnie nie odczuwalną dla globalnego środowiska ilość gazów cieplarnianych, argument o zubożeniu ekonomicznym Polaków i dużej odczuwalności podwyżek na funkcjonowanie przeciętnego gospodarstwa domowego w Polsce, miałby szansę przekonać unijnych komisarzy. Oczywiście pod warunkiem, że negocjacje prowadziliby profesjonalni, i merytorycznie dobrze do sprawy przygotowani  negocjatorzy.    

poniedziałek, 1 stycznia 2018

5. Walka z bezrobociem i uelastycznienie prawa pracy.




Walka z bezrobociem:
a/ stworzenie internetowej Centralnej Bazy Ofert Pracy. Do Bazy musiałaby być zgłaszana każda istniejąca na rynku oferta pracy
- baza, poza podstawowymi informacjami zawierałaby dane także o ilości ofert w danym zawodzie w określonym regionie, dzięki czemu można by w oparciu o nią kształtować swoje plany zawodowe
b/ Ważną rolę w przeciwdziałaniu trwałego wykluczenia z rynku pracy odgrywałoby istnienie stałych szkol dla bezrobotnych. Bezrobocie społeczne wiąże się z bardzo długą nieobecnością na rynku pracy, z powodu której pracodawcy odmawiają zatrudnienia. W przeciwieństwie do ekonomicznego ma charakter trwały i nie zmniejsza się wraz z poprawą koniunktury gospodarczej.
Szkoły przygotowywałyby do: a/ wykonywania konkretnego zawodu: fryzjera, mechanika samochodowego itp. (odpowiednik zawodówek). Nauka trwałaby rok. Finansowana byłaby z budżetu. b/ wykonywania wielu zawodów, do których przygotowanie trwa krócej- pracownika biurowego, akwizytora, obsługa kasy fiskalnej, magazyniera. Nauka trwałaby 6 miesięcy. Finansowana byłaby z budżetu. c/ prowadzenia działalności gospodarczej w sektorze produkcyjnym. Nauka trwałaby rok, obejmowałaby zaznajomienie z procesem produkcji w jednym sektorze gospodarki (np. napojów, słodyczy) Oprócz szkół rocznych, powstałyby także 5-letnie studia magisterskie, przygotowujące do prowadzenia własnej produkcji wielu artykułów. Szkoły roczne finansowane byłyby z budżetu, natomiast koszt  nauka na studiach 5-letnich byłby przez studenta zwracany po podjęciu zatrudnienia w formie potracenia określonego procentu wynagrodzenia aż do całkowitej spłaty. Płatna byłaby również nauka w drugiej i kolejnej szkole produkcyjnej (zaznajomienie się z technologia produkcji więcej niż jednego artykułu). W szkołach płatnych, obowiązek pokrycia kosztów istniałby także w razie podjęcia pracy w innym zawodzie. Wprowadzenie szkół działalności gospodarczej w zakresie produkcji mogłoby nastąpić dopiero po demonopolizacji gospodarki.
Nauka we wszystkich rodzajach szkół kończyłaby się egzaminem potwierdzającym zdobyte umiejętności.
W celu skutecznej aktywizacji osób długotrwale bezrobotnych nabór do 30% stanowisk pracy w niskokwalifikowanych zawodach - kasjera w sklepie lub magazyniera odbywałby się bez CV- na podstawie przedstawionego dyplomu ukończenia kursu (szkoły). Pracodawca mógłby oczywiście podczas rozmowy kwalifikacyjnej sam potwierdzić umiejętności pracownika.
c/ likwidacja Urzędów Pracy. Po wprowadzeniu Centralnej Bazy Ofert Pracy oraz stałych szkół dla bezrobotnych, istnienie Urzędów Pracy stałoby się zbędne.
Uelastycznienie prawa pracy.
Ustawa regulowałby tylko i wyłącznie czas pracy oraz wysokość urlopów. Pozostałe kwestie określane byłyby w umowie o prace; zmiany objęły by m.in
a/ likwidację płacy minimalnej, dzięki czemu bezrobotny miałby prawo podjąć prace także poniżej najniższego wynagrodzenia narzuconego przez państwo
Płaca minimalna to kwota poniżej której państwo zabrania zatrudnienia. Jej istnienie jest niekorzystne zarówno dla pracodawców, bo podwyższa koszty ich działalności jak i bezrobotnych, którym nie pozwala na podjęcie pracy. Przykład: przedsiębiorca potrzebuje pracownika. Za wykonywaną pracę chce zapłacić 1800 zł. Bezrobotny chętnie podjąłby pracę, gdyż od 2 lat, kiedy skończył mu się zasiłek, pozostają bez żadnych środków utrzymania. Ustalona przez prawo kwota minimalnego zarobku wynosi jednak 2200 zł, w związku z czym pracodawca nie nawiąże z nim stosunku pracy. Wymyślona przeze mnie sytuacja, na pewno wielokrotnie zdarza się w realnym życiu. Pokazuje dokładnie konsekwencje narzucania przez państwa kwoty minimalnego wynagrodzenia. W założeniu płaca minimalna ma jednak chronić interesy pracowników (a nie pracodawców czy bezrobotnych). W rzeczywistości działa na niekorzyść także i tej grupy. Zamiast zapewnić pracownikom większe uprawnienia, pogarsza ich warunki zatrudnienia, bo jest przyczyną zawierania z nimi umów cywilnoprawnych (zlecenia, o dzieło), gdzie przepisy Kodeksu pracy, a więc także te, dotyczące płacy minimalnej w ogóle nie obowiązują. Śmieciówka nie tylko nie określa kwoty minimalnego wynagrodzenia, ale nie reguluje żadnych innych kwestii związanych ze stosunkiem pracy: czasu pracy, urlopu, dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych itp. W konsekwencji zatrudnieni na jej podstawie pracownicy są więc pozbawieni jakichkolwiek praw, które gwarantuje im Kodeks pracy.
b/ pełną swobodę pracodawcy w zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników
- likwidacja okresów wypowiedzenia. Wypowiedzenie byłoby skuteczne z dniem zwolnienia
- zniesienie przywilejów ochronnych przyznanych przez kodeks pracy dla niektórych kategorii pracowników: młodocianych, kobiet w ciąży, osób w wieku przedemerytalnym; każdy pracownik mógłby zostać zwolniony na takich samych zasadach
c/ zniesienie przywilejów dla związków zawodowych; związki zawodowe stałyby się zwykłymi stowarzyszeniami dbającymi o przestrzeganie prawa pracy
Związki zawodowe we współczesnej Polsce odegrały wyjątkowo negatywną role. Po obaleniu komunizmu powinny pełnić funkcje zwykłych stowarzyszeń dbających o przestrzeganie prawa pracy. Niestety stało się inaczej. Znaczenie związków zawodowych po transformacji ustrojowej nie tylko nie spadło, ale nawet drastycznie wzrosło. Zz przez cały okres III RP zajmowały się obroną pracowniczego socjalizmu. Torpedowały lub próbowały torpedować wszystkie wolnorynkowe reformy. Pozycja związków zawodowych różniła się w poszczególnych latach, jednak tak naprawdę związki zawsze rządziły Polską. Albo oficjalnie (wchodząc w skład rządu/partii rządzącej), albo z tylnego siedzenia (stanowiąc przybudówkę partii rządzącej). Największą i bezpośrednią władzę posiadały w czasach AWS, jako największa jej frakcja. W kadencji sejmu 1997-2001 związkowcy mieli 100 swoich przedstawicieli (NSZZ Solidarność- 60 mandatów, OPZZ-40 mandatów). W 2001 r. udało im się zablokować w 2001 r. dwa projekty liberalizacji kodeksu pracy. Niewielkie zmiany wprowadzono dopiero rok później (w 2002 r.). Stale nierozwiązywalnym problemem są roszczenia płacowe poszczególnych związków branżowych: górników, nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek. Prawie żaden rząd nie wygrał walki z nimi. Sukces odniósł jedynie minister Steinhoff (AWS), któremu, udało się przeforsować restrukturyzacje górnictwa, pomimo sprzeciwu górniczej centrali. Dzięki zamknięciu lub zmniejszeniu mocy produkcyjnej większości kopalń górnictwo na wiele lata stało się efektywne. W dzisiejszej Polsce, związki nie sprawują juz aktywnie władzy, jak to było dawniej. Solidarność W PiSie nadal ma jednak dużo do powiedzenia jako jej ważne środowisko polityczne. O tym, ze Kaczyński liczy się z nim świadczy chociażby poparcie dla szkodliwej inicjatywy ustawodawczej autorstwa Solidarności, zakazującej handlu w niedziele. Projekt nie ukończył jeszcze ścieżki legislacyjnej, wiec nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu ustawy. Wolność niedzielnego handlu na pewno zostanie jednak ograniczona, bez względu czy w formie radykalnej (wszystkie niedziele) czy złagodzonej (niektóre niedziele). Ze stratą dla wszystkich: właścicieli (mniej dni pracy- mniejszy zysk), pracowników (mniej dni pracy-mniej etatów), klientów (wzrost cen, przymus nie robienia zakupów w niedziele). Na pomyśle związkowców znów ucierpi zatem cala gospodarka: mniejszy wzrost gospodarczy, bezrobocie, inflacja Ale kiedy niby związki zawodowe zaproponowały rozwiązanie korzystne dla ludzi i gospodarki?
d/ zniesienie zakazu handlu w niedzielę i dni świąteczne. 
Zakaz handlu w niedzielę uzasadniany jest względami ideologicznymi i socjalnymi. Jego zwolennicy uważają, że jeżeli sklepy w niedzielę będą zamknięte, katolicy pójdą w tym dniu do kościoła, zamiast do galerii handlowej. Widać, prawica zawsze wie lepiej co ludzie powinni robić i jak mają sobie organizować czas. Z kolei argumenty ekonomiczne koncentrują się głównie na ochronie pracownic, które ten dzień chciałyby mieć wolny. Problem w tym, że część z nich, po zmianie przepisów, w ogóle może stracić pracę. Jak łatwo dostrzec: obowiązkowo krótszy o 1/7 tydzień pracy oznacza redukcję zatrudnienia również o 1/7. Takie są prawa rynku- pracodawcy nie będą utrzymywali zbędnych etatów. Restrykcja jest niekorzystna dla dokładnie wszystkich: klientów (ogranicza możliwość robienia zakupów, a więc ich wolność), właścicieli sklepów (mniejszy zysk), pracowników (utrata pracy) i państwa (mniejsze wpływy z podatków, wzrost bezrobocia).
  



niedziela, 24 grudnia 2017

uelastycznienie prawa pracy



Znieść socjalistyczny kodeks pracy! Prawo musi regulować jedynie czas pracy (tygodniową maksymalną ilość godzin pracy; wysokość dodatków za pracę w nadgodzinach; ilość wolnych od pracy, w tym płatnego urlopu). Pozostałe kwestie powinna określać umowa o pracę. Dziwi mnie np. dlaczego istnieje coś takiego jak płaca minimalna, która oznacza, że poniżej określonych kosztów pracodawca nie może zatrudnić pracownika. Określanie sztywnej płacy minimalnej jest niekorzystna przede wszystkim dla bezrobotnych, którzy, jeżeli nie mają żadnego dochodu, chcą podjąć każdą pracę, a państwo im na to nie pozwala. Kompletnymi kretynizmami są: wypowiedzenia umów i zapłata za czas choroby. Pracodawca musi mieć całkowicie pełną swobodę w zwalnianiu i zatrudnianiu pracowników w każdej chwili, z każdego powodu (nawet swojego kaprysu). Dla mnie ta zasada jest jedną z najważniejszych zasad, dotyczących rynku pracy, a nawet całej gospodarki bez której nie da się zbudować prawdziwego liberalizmu ekonomicznego. Wszelkie ograniczenia woli pracodawcy w tej kwestii, stawiane odgórnie przez system prawny uważam za bardzo złe. Natomiast zapłata pracownikowi za czas choroby w wysokości 80 proc. wynagrodzenia przez pierwsze 33 dni zwolnienia oraz płacenie obowiązkowej składki, z której finansowane są zasiłki za dłuższą chorobę uważam za monstrum absurdu. Czemu w ogóle pracodawca jest zmuszony do płacenia pracownikowi, z którego nie ma żadnej korzyści. To tylko w zupełnie nie wytłumaczalnej przyczyny podnosi koszty pracy. Zresztą działa także na niekorzyść pracownika, bo praktyka pokazuje, że po nawet krótkiej (i prawdziwej) chorobie zagrożony jest zwolnieniem z pracy. Być może, jeżeli przez czas choroby pracownik pozostawałby bez wypłaty, pracodawca tak chętnie nie wywalałby go z roboty.

piątek, 1 grudnia 2017

wpisanie do Konstytucji zakazu finansowania przez państwo deficytowych miejsc pracy

Wprowadzenie do Konstytucji przepisu zakazującego finansowania przez państwo nierentownych miejsc pracy stanowiłoby zaporę dla socjalistów w realizacji takiej polityki, gdyż zmiana Konstytucji wymaga uzyskania większej liczby głosów niż zwykłej ustawy.

Miejsca pracy muszą być produktywne. Dopłacanie do jakichkolwiek podmiotów ekonomicznych generujących straty nie ma nic wspólnego z racjonalną gospodarką. Taka polityka jest zupełnym zaprzeczeniem istoty rynku. Przedsiębiorstwo czy kopalnia istnieje tylko po to, żeby przynosić zysk. Jeżeli ponosi trwałe straty wyjściem jest tylko prywatyzacja albo likwidacja. Zupełnym bezsensem jest np. płacenie górnikowi za wydobywanie węgla, jeżeli koszt jego wydobycia przewyższa korzyści ekonomiczne, jakie ono przynosi. Tak samo jest również w każdej innej branży- wzrost ilości pracowników nie powinien być spowodowany zapewnieniem mu z tego tytułu jakiś preferencyjnych ulg. Miejsca pracy tworzone przez państwo kończą się bowiem wraz z końcem pieniędzy na ten cel przeznaczonych. Ekonomicznie wartościowy jest jedynie spadek bezrobocia, będący efektem wzrostem gospodarczego.
 



piątek, 24 listopada 2017

6. Reforma emerytalna



- podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat
Uzasadnienie:
Nie należało cofać reformy, podwyższającej wiek emerytalny do 67 roku życia dla obu płci. Społeczeństwo popierając krótszą przymusowość pracy, nie chciało przyjąć do wiadomości, że wcześniejsze odejście na emeryturę spowoduje jej obniżenie o 60 proc. Nie jest również do końca prawdą, to w co zdają się wierzyć ludzie, że każdy powinien sam decydować kiedy zakończyć aktywność zawodową, bo przez całe życie płacił na własną emeryturę. Niestety z naszej składki finansowane są także emerytury obecnych emerytur, na co państwo rocznie przeznacza ok. 150 mld zł. W przyszłych latach państwo będzie przeznaczało na wypłatę emerytur jeszcze więcej niż obecne 150 mld zł z dwóch nie dających się zwalczyć przyczyn: przedłużania się życia przeciętnego człowieka oraz wejścia w wiek emerytalny pokolenia wyżu demograficznego okresu powojennego. Dla mnie osobiście mocno rażące w dawnym wieku emerytalnym, było nierówne traktowanie pod tym względem kobiet i mężczyzn. Kobiety nie powinny uzyskiwać prawa do emerytury wcześniej niż mężczyźni, bo żyją znacznie dłużej (według GUS średnia długość życia w 2015 r. wyniosła dla kobiet 81 lat, dla mężczyzn tylko 72 lata). Kobiety też z reguły przez pewną część życia zajmują się dziećmi, przez co mają krótszy staż pracy.
- likwidacja OFE wraz z wypłatą klientom ich środków
- stworzenie w miejsce OFE 40-letnich dobrowolnych lokat emerytalnych z oprocentowaniem 2,5% powyżej inflacji
Uzasadnienie:
System OFE służył w dużej mierze dokapitalizowaniu rynków finansowych. Po dokonanej w 2011 r. kradzieży prywatnych pieniędzy, polegającej na przetransferowaniu z indywidualnych kont klientów OFE do budżetu państwa kwoty 153 mld zł, istnienie OFE w ogóle straciło jakikolwiek sens. Proponuję zatem całkowitą likwidację OFE wraz  wypłatą klientom reszty środków,  pozostających jeszcze w Funduszu. W miejsce OFE na rynku powinny powstać 40-letnie lokat emerytalne. Stopa oprocentowania lokat zależałaby od banku. W państwowym BGK wynosiłaby 2,5% powyżej średniorocznej inflacji. Lokaty bankowe w znacznie większym stopniu niż OFE realizowałyby interesy klientów, gdyż  w przeciwieństwie do OFE zaoszczędzone przez nich środki nie podlegałyby wcześniejszemu obiegowi finansowemu i od razu wpływały na ich konta. Zaletą lokat w porównaniu z OFE byłaby także dobrowolność oszczędzania. Każdy sam decydowałby czy oraz jaką część zarobionych w danym miesiącu pieniędzy chce odłożyć na lokatę bankową.

czwartek, 5 października 2017

7. Przeciwdziałanie inflacji.




1/ stworzenie internetowej Centralnej Porównywarki Cen, obejmującego ceny produktów, sprzedawanych we wszystkich obiektach handlowych. Porównywarka miałaby charakter wyłącznie informacyjny. Jej celem nie byłaby więc regulacja cen, a  jedynie poszerzenie wiedzy konsumenta o nich.
- rejestr sprzężony byłby z proponowaną również przeze mnie- Centralną Bazą Podatku VAT i Akcyzy, dzięki czemu ceny podawane w rejestrze i wyświetlane na stronie internetowej byłyby zawsze aktualne.
2/ wprowadzenie kar finansowych dla banków i instytucji finansowych za udzielenie kredytu lub pożyczki niespłaconego przez klienta. Kary finansowe dla instytucji udzielających kredyty i pożyczki nie dotyczyłyby kredytów mieszkaniowych ani pożyczek lub kredytów udzielonych przedsiębiorcy w związku z prowadzoną przez niego działalnością gospodarczą. Zakazanie istnienia tzw. chwilówek i innych tego typu firm udzielających pożyczek bez żadnej oceny stopnia wiarygodności kredytowej.
- kara wynosiłaby 0,5% kwoty udzielonego kredytu wraz z wynikającymi z umowy prowizjami i innymi opłatami oraz łącznie ze spłaconymi przez klienta odsetkami. Stopa procentowa kary ulegałaby podwyższeniu o procentowy wzrost stopy kredytu. Przykład: Stopa kredytu wynosi 10%, kara finansowa-0,5%. Stopa kredytu wzrasta do 10,5%, kara finansowa rośnie do 1%. 0,5% jest minimalną wysokością kary. Obniżenie wysokości kredytu nie skutkowałoby więc jej obniżeniem poniżej 0,5%. Wprowadzona regulacja ma zapobiec przerzuceniem na klienta kosztów banku związanych z wprowadzeniem opłaty karnej.
Uzasadnienie:
Niespłacone kredyty i pożyczki generują inflacje, gdyż tworzą pieniądz bezgotówkowy. Miękka polityka kredytowa była przyczyna najpoważniejszych światowych kryzysów gospodarczych: w 1929 r. oraz w 2010 r. Ilość niespłaconych kredytów i pożyczek jest większa zwłaszcza w okresie wzrostu gospodarczego. Z powodu rosnącego popytu i konsumpcji ludzie częściej biorą pożyczki i kredyty, których nie spłacają. W warunkach makroekonomicznych, lawinowo niespłacane zobowiązania finansowe mogą mieć dla gospodarki tragiczne konsekwencje. Stad moja propozycja większej odpowiedzialności instytucji kredytowych i finansowych za niespłacone kredyty i pożyczki.