poniedziałek, 23 lipca 2018
wtorek, 3 lipca 2018
W czym korwinizm się myli? Propozycja zaoszczędzenia 200 mld zł poprzez likwidację zbędnych funkcji państwa i tańsze wykonywanie pozostałych.
Wiadomo, ze gospodarka może się stale i szybko rozwijać
tylko przy niskich podatkach. Zwolennicy liberalizmu ekonomicznego zauważają
ten oczywisty fakt. Idą jednak często w swoich poglądach zbyt radykalnie do
przodu. Korwiniści stale powtarzają jedynie, że wszystkie świadczenie publiczne
finansowane są z kieszeni podatnika i nigdy nie próbowali przedstawić
szczegółowej i konkretnej reformy ograniczenia nadmiernego rozrostu wydatków.
Nic zresztą w tym dziwnego, skoro uważają oni
państwo za zbędne, redukując jego znaczenie tylko do roli zapewnienia
bezpieczeństwa zewnętrznego (wojsko) i wewnętrznego (policja). Radykalizm
wolnorynkowców zraza społeczeństwo, w którym powstaje obawa, ze nadmierne
zmniejszenie wydatków finansowanych z budżetu spowoduje np. że ludzie nie będą
w stanie samodzielnie pokryć kosztów własnej operacji za 40 tys. zł i wystawia
się na śmierć. Brak u wolnorynkowców kompleksowej wizji reformy wydatków
odpycha 95% społeczeństwa od ogólnej (obiektywnie niezaprzeczalnie słusznej)
idei zdecydowanego ograniczenia fiskalizmu. Moja propozycja reformy polega na
likwidacji zbędnych funkcji państwa i tańszym wykonywaniu pozostałych .
Przygotowany przeze mnie plan przewiduje oszczędności na prawie 200 mld zł przy
pozostawieniu wszystkich funkcji państwa istotnych dla ludzi. Dzięki aż tak
olbrzymiej skali oszczędności, w pełni możliwe byłoby połączenie zdecydowanej
obniżki podatków ze wzrostem wydatków na społecznie ważną dziedzinę jaka jest
służba zdrowia. Plan uwzględnia założenie, ze obniżenie podatków przyspieszy
wzrost gospodarczy, co z kolei przełoży się na większe wpływy z podatków.
Umożliwi to przeprowadzenie kompleksowych reform wszystkich ważniejszych
funkcji państwa.
poniedziałek, 2 lipca 2018
1. Reforma finansów publicznych
Łączna kwota oszczędności- 200 mld zł, w tym:
200 mld zł- wydatki
200 mld zł- wydatki
mld zl- dochody (likwidacja ulg i zwolnień w podatku VAT oraz uszczelnienie
systemu poboru przez wprowadzenie Centralnej Bazy Faktur)
I oszczędności w wydatkach- 135 mld zł
a/ likwidacja zasiłków i wprowadzenie nowych zasad pomocy socjalnej (zasada zwrotności i pomocy w naturze) - 111 mld
I oszczędności w wydatkach- 135 mld zł
a/ likwidacja zasiłków i wprowadzenie nowych zasad pomocy socjalnej (zasada zwrotności i pomocy w naturze) - 111 mld
- rodzina 500+ 40,2 mld
- świadczenia rodzinne- 13,8 mld
- 13 i 14 dla emerytów i rencistów- 23,1 mld
- zasiłki chorobowe- 13,9 mld
- zasiłki macierzyńskie z funduszu chorobowego- 9,1 mld
- zasiłki pogrzebowe- 1,6 mld
- zasiłki opiekuńcze- 1,5 mld
- zasiłki dla bezrobotnych- 1,9 mld
b/ redukcja zatrudnienia w administracji- 10 mld zł
c/ likwidacja wydatków budżetowych na kulturę- 17 mld zł:- prywatyzacja muzeów, teatrów, oper itp
- wprowadzenie nowego, niebudżetowego systemu finansowania kultury
- migracja do internetu treści wszystkich książek z czym wiąże się możliwość likwidacji wypożyczalni i czytelni
d/ podwyższenie wieku emerytalnego do 67 lat-10 mld zł (uzasadnienie: zob. rozdz. I pkt 6)
e/ wydatki na komunikację miejską- 20 mld zł (obecnie 30 mld zł dopłaty z budżetów gmin, po zmianach państwo będzie dopłacało maks 10 mld zł). Zmniejszenie wydatków możliwe jest poprzez:
- likwidację kasowników i wprowadzenie zapłaty za przejazd u kontrolera
- upaństwowienie komunikacji, z czym wiąże się ujednolicenie opłaty
- dopuszczenie na rynek prywatnych firm
f/ likwidacja kolei pasażerskiej i wprowadzenie przejazdów busowych (są dużo tańsze)- 5 mld zł
- kierowcami busów zostaliby zwalniani kolejarze
g/ legalizacja i opodatkowanie prostytucji, marihuany i haszyszu - 10 mld zł wpływów z VAT i akcyzy (uzasadnienie: zob. rozdz. VII)
h/ wprowadzenie płatnych studiów dziennych na uczelniach państwowych- 20 mld zł
i/ zwolnienie polowy nauczycieli, pozostałym wydłużenie czasu pracy z 4 do 8 godzin-7,5 mld zł;
II zwiększenie dochodów- 60 mld zł
zwiększenie dochodów podatku VAT poprzez:
1/ poprawę ściągalności dzięki stworzeniu elektronicznego centralnego rejestru faktur VAT- 20 mld zł oszczędności; działanie rejestru:
- połączenie wszystkich kas fiskalnych z centralną bazą;
- automatyczne ewidencjonowanie każdej transakcji w rejestrze
- numerowanie wszystkich transakcji (np. sprzedaż marchewki) oraz faz obrotu (producent, hurtownik, sprzedawca detaliczny i in.)
- automatyczne odliczanie podatku z poprzedniej fazy obrotu (np. 5% podatek VAT nałożony na producenta marchewki byłby automatycznie odliczany przy fazie sprzedaży hurtowej; 5% podatek VAT nałożony na hurtownika marchewki był automatycznie odliczany przy fazie sprzedaży detalicznej)
2/ likwidację wszystkich ulg i zwolnień w podatku VAT z zachowaniem obniżonych stawek- 20 mld zł oszczędności
3/ zwiększenie dochodów z akcyzy na tych samych zasadach co VAT (wprowadzenie centralnego rejestru+ likwidacja ulg)- 20 mld zł
Wszystkie obliczenia:
1/ wydatki MAPA WYDATKÓW PAŃSTWA 2015 R http://www.mapawydatkow.pl/mapa-wydatkow-panstwa-2015/
2/ dochody MAPA DOCHODÓW PAŃSTWA 2015 R http://www.mapawydatkow.pl/mapa-dochodow-panstwa-2015/
1/ wydatki MAPA WYDATKÓW PAŃSTWA 2015 R http://www.mapawydatkow.pl/mapa-wydatkow-panstwa-2015/
2/ dochody MAPA DOCHODÓW PAŃSTWA 2015 R http://www.mapawydatkow.pl/mapa-dochodow-panstwa-2015/
czwartek, 28 czerwca 2018
a/ likwidacja zasiłków i wprowadzenie nowych zasad pomocy socjalnej (zasada zwrotności i pomocy w naturze)- 60 mld zł oszczędności
1/ likwidacja wszystkich zasiłków 123 mld zł;
2/ zasady nowej pomocy socjalnej: pomoc polegałaby wyłącznie na finansowaniu określonych wydatków z obowiązkiem ich zwrotu (zasada zwrotności)
Pomoc socjalna obejmowałaby:
a. budowę 50 tys. mieszkań dla bezdomnych
- mieszkania miałyby oczywiście obniżony standard. Byłyby jednak zaopatrzone w kanalizację, wodę i prąd. Lokal wyposażony zostałby jedynie w łóżko, szafkę i stół. Toalety i prysznice znajdowałyby się na oddzielnym piętrze. Przeznaczone byłyby dla wszystkich mieszkańców klatki. Mieszkania nie posiadałoby centralnego ogrzewania, jednak blok zostałby mocno ocieplony już podczas budowy, dzięki czemu w lokalu nie odczuwałoby się chłodu. Bloki budowane dla ludzi najuboższych w zakresie administrowania (np. wywozu śmieci, obowiązku dostarczenia wody itp.), podlegałyby takim samym regulacjom jak wszystkie inne
b. wprowadzenie minimum egzystencji w wysokości 800 zł na osobę w rodzinie.
- zasiłek polegałby na wypłacie 800 zł na głowę w przypadku braku dochodów w gospodarstwie lub dopłacie do 800 zł w przypadku gdyby dochód w gospodarstwie domowym występował, ale był niższy niż 800 zł na osobę
- osoby korzystające z zasiłku, po uzyskaniu własnych dochodów (najczęściej w
podjęcia pracy), zwracaliby kwotę zasiłku zwiększoną o połowę. Zwracana byłaby nadwyżka powyżej płacy minimalnej lub połowy średniej płacy. Jeżeli rodzina nie posiadała własnych dochodów kwota zwrotu wynosiłaby 1200 zł od jednej osoby
- kwota zasiłku nie podlegałaby ściągalności w przypadku dochodu nie przekraczającego minimalnej płacy (jeśli praca minimalna nie zostałaby zlikwidowana ) lub połowę średniej płacy (jeśli płaca minimalna byłaby zlikwidowana). Kwota ta wynosiłaby obecnie ok. 4500 zł.
- przykład: wcześniej niepracujące małżeństwo mające dodatkowo na utrzymaniu dwoje dzieci pobiera zasiłek 4x 800 zł= 3200 zł Po podjęciu zatrudnienia żona zarabia 6000 zł brutto a mąż 8.000 zł brutto. Wysokość płacy do ok. 4500 zł brutto nie podlegałaby zwrotowi. Ściągnięciu z pensji podlegałaby kwota 4x 1200 zł=4800 zł. Żona zwróciłaby więc do budżetu państwa 1500 zł a mąż- 3300 zł. Dopiero od pozostałego dochodu w wysokości 4500 zł brutto (żona) i 4700 zł (mąż) naliczana byłaby składka emerytalna, rentowa i zdrowotna (w swoich propozycjach jestem za likwidacją PIT i CIT, a także składki wypadkowej i obowiązkowej składki chorobowej). Jeżeli wysokość płacy nie pozwoliłaby na zwrot miesięcznej kwoty zasiłku, kwota ta rozkłądana byłaby na kilka miesięcy aż do całkowitej spłaty.
niedziela, 24 czerwca 2018
b/ redukcja zatrudnienia w administracji- 10 mld zł
1/ zmniejszenie etatów odbywałoby się poprzez
- wykonywanie tych samych kompetencji przez mniejszą ilość
urzędników. W ten sposób ograniczane byłoby zatrudnienie w urzędach, w których
istnieje przyrost biurokracji. Ograniczenia
zatrudnienia redukcję zatrudnienia w Urzędach dokonywałby drogą zarządzenia, Minister
Spraw Wewnętrznych na wniosek kierownika jednostki organizacyjnej urzędu.
Powinno nastąpić zwolnienie ok. połowy pracowników urzędów wojewódzkich, urzędu
morskiego, sanepid i in.
- ograniczenie kompetencji urzędu np. Sanepid zajmowałby się głównie
pomiarem czystości wody. Kontroli świeżości żywności dokonywałby wyłącznie na
wniosek konsumenta 2/ likwidacja powiatów i przejęcie ich kompetencji przez gminy
3/ zmniejszenie zatrudnienia w agencjach rolniczych; połączenie ANR, ARiMR i ARR w jedną agencję rolniczą
4/ likwidacja niektórych urzędów m.in: Centralnego Urzędu Miar i Wag, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Instytutu Pamięci Narodowej (z przekazaniem jego zasobów do Archiwum Państwowego), GDDKiA (nadzorem i budową dróg krajowych i autostrad zajmowałyby się samorządy wojewódzkie
piątek, 1 czerwca 2018
c/ likwidacja wydatków budżetowych na kulturę- 10 mld zł
1/ migracja do
internetu treści wszystkich książek, z czym wiąże się możliwość likwidacji
bibliotek i czytelni. Książki z obecnych bibliotek i czytelni zostałyby rozdysponowane
bezpłatnie dla szkół i uczelni. Natomiast te, które nie udałoby się
rozdysponować powinno się sprzedać za symboliczną złotówkę.
2/ prywatyzacja
muzeów, teatrów, oper, filharmonii i likwidacja budżetowego finansowania
kultury.
nowy sposób
finansowania instytucji kultury:
- na potrzeby rozwoju instytucji kultury przeznaczanych byłoby określony procent zysków z każdego filmu w następującej proporcji: 20% środków na kino, 20%- na teatr, 10%- na filharmonię i operę, 5%- na muzeum
transmisje telewizyjne ze sztuk w każdym polskim teatrze, operze i filharmonii w całej Polsce; zyski z reklam przed oraz po transmisji na żywo i retransmisji byłyby w całości przeznaczane dla teatru, opery lub filharmonii, w którym odbywał się transmitowany spektakl lub koncert.
- istnienie odrębnego konta dla
dobrowolnych wpłat dla muzeów, teatrów, filharmonii, oper i kin. Bezpłatne
banery z numerem konta mogłyby być umieszczane na terenie każdej instytucji
kulturalnej - na potrzeby rozwoju instytucji kultury przeznaczanych byłoby określony procent zysków z każdego filmu w następującej proporcji: 20% środków na kino, 20%- na teatr, 10%- na filharmonię i operę, 5%- na muzeum
transmisje telewizyjne ze sztuk w każdym polskim teatrze, operze i filharmonii w całej Polsce; zyski z reklam przed oraz po transmisji na żywo i retransmisji byłyby w całości przeznaczane dla teatru, opery lub filharmonii, w którym odbywał się transmitowany spektakl lub koncert.
Uzasadnienie dla niefinansowania kultury z budżetu państwa:
Ponad 9 mld rocznie- tyle łącznie państwo (z czego samorządy terytorialne- ponad 7 mld) wydaje rocznie na kulturę: teatry, muzea, kina, czytelnie, biblioteki, filharmonie, opery i domy kultury. Można przyjąć argumentację artystów, że finansowanie obiektów kultury przez budżet (państwa i samorządów) jest konieczne, bo przecież kultura ma wartość ponadczasową i musi przetrwać, nawet jeżeli teatry, muzea czy filharmonie z jakichś powodów są opustoszałe czy wręcz bankrutują. Jednak zwolennicy utrzymywania instytucji kultury za wszelką cenę zapominają o jednym: to podatnicy przymusowo płacą, z zarobionych przez siebie pieniędzy za to, z czego nie chcą korzystać. Świat artystyczny oburzają propozycje poddania domów kultury tym samym regułom gry rynkowej co przedsiębiorstwa, bo celem ich istnienia jest promowanie wartości, a nie tworzenie zysku (tak jak jest to w przypadku przedsiębiorstw). Zapomina się jednak o jednym: jeżeli by ludziom (podatnikom) naprawdę zależało na tych wartościach, to sami by je chronili, chodząc do teatrów, muzeów, galerii czy oper zdecydowanie częściej niż to robią. Ostatecznie zatem i tak zawsze dochodzimy do ekonomii. Dlatego jestem za sprywatyzowaniem wszelkich instytucji kultury w Polsce. Jeżeli część z nich by przetrwało- to znaczy, że są potrzebne. Jeżeli nie- trudno, upadną jak przedsiębiorstwa. Tak działa wolny rynek. W temacie celowo nie wspominałem o czytelniach i bibliotekach, bo mam w stosunku do nich propozycję wyjątkową: zmigrowanie książek ze wszystkich polskich bibliotek i udostępnienie ich za darmo w internecie. Koszt utrzymywania internetowej biblioteki byłby praktycznie zerowy, a czytelnicy mieliby łatwy dostęp do każdej książki, która kiedykolwiek ukazała się w naszym kraju.
piątek, 20 kwietnia 2018
e/ wydatki na komunikację miejską- 20 mld zł (obecnie 30 mld zł dopłaty z budżetów gmin, po zmianach państwo będzie dopłacało maks 10 mld zł).
Jak sprawić, żeby ceny biletów komunikacji miejskiej były
niższe a jednocześnie podatnicy nie przeznaczali 30 mld zł rocznie na jej
utrzymanie? Oto moje rozwiązania systemowe:
- obecnie utrzymanie komunikacji miejskiej należy do kompetencji samorządów. Ceny biletów za przejazdy zależą w związku z tym od miejsca zamieszkania. Proponuję więc upaństwowić komunikację, gdyż pozwoli to na ujednolicenie cen biletów
- ceny biletów pokrywają dziś tylko 35 proc. kosztów utrzymania komunikacji miejskiej. Pozostałą część (30 mld zł w skali kraju) samorządy muszą pokryć z własnych pieniędzy. Dzieje się tak, gdyż mało osób w ogóle kasuje bilet. Żeby zaradzić masowemu zjawisku gapowiczostwa proponuję zastąpić kasowanie biletów płaceniem za przejazd dla kontrolera bezpośrednio przy wejściu do autobusu. Należałoby wcześniej przebudować autobusy, aby istniałoby w nim miejsce poboru opłat. Zatrudnienie kontrolera w każdym autobusie byłoby mniej kosztowne niż obecne 30 mld zł straty spowodowane nie kasowaniem biletów. Opłat za przejazd nie powinien pobierać kierowca, aby nie opóźniać ruchu.
- obecnie utrzymanie komunikacji miejskiej należy do kompetencji samorządów. Ceny biletów za przejazdy zależą w związku z tym od miejsca zamieszkania. Proponuję więc upaństwowić komunikację, gdyż pozwoli to na ujednolicenie cen biletów
- ceny biletów pokrywają dziś tylko 35 proc. kosztów utrzymania komunikacji miejskiej. Pozostałą część (30 mld zł w skali kraju) samorządy muszą pokryć z własnych pieniędzy. Dzieje się tak, gdyż mało osób w ogóle kasuje bilet. Żeby zaradzić masowemu zjawisku gapowiczostwa proponuję zastąpić kasowanie biletów płaceniem za przejazd dla kontrolera bezpośrednio przy wejściu do autobusu. Należałoby wcześniej przebudować autobusy, aby istniałoby w nim miejsce poboru opłat. Zatrudnienie kontrolera w każdym autobusie byłoby mniej kosztowne niż obecne 30 mld zł straty spowodowane nie kasowaniem biletów. Opłat za przejazd nie powinien pobierać kierowca, aby nie opóźniać ruchu.
- poza opłatą za przejazd, istniałyby
także bilety wieloprzejazdowe: 24 godzinne, tygodniowe, miesięczne i roczne, które
pasażerowie pokazywałby kontrolerowi przy wejściu.
- w efekcie przeprowadzonych zmian komunikacja stałaby się opłacalna tzn. podatnicy nie dopłacaliby do niej 30 mld zł rocznie. Zaoszczędzone wydatki powinny zostać przeznaczone na obniżenie podatków.
- jestem również za wprowadzeniem konkurencji i dopuszczeniem do rynku usług komunikacyjnych prywatnych przedsiębiorstw, które na równi z państwem rywalizowałyby o klienta.
- w efekcie przeprowadzonych zmian komunikacja stałaby się opłacalna tzn. podatnicy nie dopłacaliby do niej 30 mld zł rocznie. Zaoszczędzone wydatki powinny zostać przeznaczone na obniżenie podatków.
- jestem również za wprowadzeniem konkurencji i dopuszczeniem do rynku usług komunikacyjnych prywatnych przedsiębiorstw, które na równi z państwem rywalizowałyby o klienta.
czwartek, 29 marca 2018
f/ likwidacja kolei pasażerskiej i wprowadzenie przejazdów busowych (są dużo tańsze)- 5 mld zł
Zlikwidować kolej. Zamiast transportu kolejowego należy
rozwijać międzymiastowe przewozy busowe. Transport busowy jest dochodowy w
przeciwieństwie do kolejowego. Przejazd busem kosztuje kilka złotych, a
prywatne firmy osiągają zysk. Na kolej państwo natomiast dopłaca 6,5 mld zł
rocznie. Mimo, iż ceny biletów są wysokie nie pokrywają nawet strat. Firmy
prywatne nie oferują jednak przejazdów do mniejszych miejscowości np. z
Białegostoku do Moniek, gdyż są one dla nich nieopłacalne ekonomicznie. Podróżni muszą mieć natomiast zapewnioną
możliwość dojazdu z każdej miejscowości do każdej. Transport busowy powinno
więc zorganizować państwo które by konkurowało o klienta z prywatnymi firmami
przewozowymi. Państwowe przewozy busowe obejmowałyby zdecydowanie więcej przejazdów
regionalnych niż prywatne przedsiębiorstwa świadczące ten sam rodzaj usług i
dlatego w warunkach wolnego rynku mogłyby z nimi skutecznie rywalizować. Cena
biletu przejazdowego byłaby znacznie niższa niż PKP, a budżet państwa nie
generowałby strat 6,5 mld zł rocznie. Bilety staniałyby mniej więcej 6-krotnie-
bo taka jest różnica w cenie miedzy przejazdem kolejowym a busowym (np. bilet
PKP z Białegostoku do Warszawy kosztuje 30 zł, a busowy- 5 zł a kupiony kilka
dni przed podróżą- nawet złotówkę). Aby nie ograniczać oszczędności związanych
z przeprowadzoną reformą zwalniani maszyniści, mający prawo jazdy powinni
przekwalifikować się na kierowców busów. Pozostali zaś, tak jak nauczyciele,
jako byli maszyniści do pracy wykonywanej w innym zawodzie otrzymaliby 1000 zł
dodatku. Płacenie 1000 zł miesięcznie jest mimo wszystko tańszym rozwiązaniem
niż zapewnienie wcześniejszych emerytur.
środa, 7 marca 2018
i/ zwolnienie polowy nauczycieli, pozostałym wydłużenie czasu pracy z 4 do 8 godzin-7,5 mld zł;
30 mld zł- tyle budżet państwa wydaje rocznie na płace dla
ponad 500 tys. nauczycieli. Przeciętny belfer zarabia 4 tys. 700 zł, pracując
zaledwie 4 godziny dziennie. Żeby uświadomić sobie, jak dużym obciążeniem dla
podatników są nauczyciele, warto porównać koszt ich utrzymania , z
wysokością wpływów z podatków bezpośrednich. Nauczyciele kosztują budżet więcej niż wynosi połowa dochodu z PIT (56 mld zł), lub podatków płaconych przez przedsiębiorców-50 mld zł (30 mld zł CIT+ 20 mld zł liniowy PIT dla
przedsiębiorców). Dla mnie to chore, że na pensje dla nauczycieli musi się składać ponad połowa przedsiębiorców lub podatników z I grupy podatkowej PIT. Cała
Polska haruje, żeby belfer mógł sobie popracować 4 godzinki dziennie i
wypoczęty wrócić do domu. Wreszcie któryś rząd powinien przerwać kosztowne
wygodnictwo jednej grupy zawodowej. Moja propozycja: zwolnić polowe
nauczycieli, drugiej połowie podwyższyć czas pracy do 8 godzin (niech ciężko
pracują jak wszyscy w Polsce). Podatnicy zyskają 15 mld zł. Jeżeli belfry będą
zajadle protestować, dać zwalnianym legalną łapówkę w formie 1000 zł dodatku do
pracy podjętej w innym zawodzie. Za cenę uniknięcia awantur i burd nauczycieli
pod Sejmem, budżet na reformie zyskałby o połowę mniej niż w wariancie „wywalenia
nauczycieli na zbity ryj”: 7,5 mld zł zamiast 15 mld zł.
czwartek, 22 lutego 2018
2. Obniżenie podatków
Przeprowadzenie zaproponowanych przeze mnie reform przyniosłoby 200 mld zł oszczędności budżetowych. W mojej koncepcji, z zaoszczędzonych środków- 150 mld zł byłoby przeznaczonych na obniżenie podatków, pozostałe 50 mld zł- na przeprowadzenie pozostałych reform: rynku pracy, zwiększenie finansowania służby zdrowia, edukacji, reprywatyzację i zmianę zasad finansowania sportu.
I obniżenie podatków bezpośrednich- 130 mld zł
1/ likwidacja podatków płaconych przez przedsiębiorców- 50 mld zł (CIT- 30 mld zł, liniowy PIT dla przedsiębiorców- 20 mld zł, ryczałt, karta podatkowa)
2/ likwidacja PIT- 56 mld zł
3/ obniżenie obciążeń składkowych- 22 mld zł
a obniżenie składki rentowej łącznie o 4% (2% po stronie pracownika i 2% po stronie przedsiębiorcy)- 22 mld zł pkt a nie realizowany w przypadku przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
- odliczanie składki od przychodu z uwzględnieniem stawek przed obniżką (żeby podstawa obniżenia się nie zmniejszała)
b/ likwidacja składki wypadkowej (wydatki na ten cel w ogóle nie byłyby finansowane)
c/ likwidacja obowiązkowej składki chorobowej
- składka chorobowa zostałaby zastąpiona dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym w wysokości 3% za każdy dzień choroby. Pracownik nieubezpieczony w razie choroby nie otrzymywałby żadnego świadczenia
e/ pozostawienie składki zdrowotnej w obecnej wysokości (9%); składka byłaby odliczana od przychodu na tej samej zasadzie co składka emerytalna
II. obniżenie VAT:
A. w przypadku nie przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
1/ stosowanie odrębnej stawki podatkowej VAT od sprzedaży detalicznej w stosunku do stawki VAT, płaconej we wcześniejszych fazach obrotu (zachowane zostałyby obecne stawki)
2/ stawka podatku VAT od sprzedaży detalicznej:
a/ 15 proc.- na towary i artykuły opodatkowane ogólną stawką 23%
b/ 5 lub 8 proc.- na towary objęte dzisiaj ogólną stawką 5 lub 8 proc.
- podjecie pertraktacji z Unia Europejska w razie niezgodności z prawem unijnym
B. w przypadku nie przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
a/ likwidacja VAT od 2 faz obrotu towaru: hurtowej (płaconego przez hurtownie) i sklepowej (płaconego przez sklepy)- jeśli towar sprzedaje bezpośrednio jego producent
b/ zachowanie obecnych stawek VAT od sprzedaży detalicznej (płaconego przez konsumentów)
W efekcie przeprowadzonych zmian:
- opodatkowanie pracy spadłoby o połowę: z 36% do 18% (jeśli nieprzeprowadzenia demonopolizacji gospodarki) lub do 20% (w przypadku przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki)
- stawka podstawowa podatku VAT płaconego przez konsumentów spadłaby: z 23% do 15% (nieprzeprowadzenie demonopolizacji) lub cena finalna towaru spadłaby o 30% wskutek likwidacji marży nakładanej przez hurtownie i sklepy (przeprowadzenie demonopolizacji)
III. likwidacja opłat za przejazd autostradą
IV. likwidacja podatku handlowego wprowadzonego przez PiS
I obniżenie podatków bezpośrednich- 130 mld zł
1/ likwidacja podatków płaconych przez przedsiębiorców- 50 mld zł (CIT- 30 mld zł, liniowy PIT dla przedsiębiorców- 20 mld zł, ryczałt, karta podatkowa)
2/ likwidacja PIT- 56 mld zł
3/ obniżenie obciążeń składkowych- 22 mld zł
a obniżenie składki rentowej łącznie o 4% (2% po stronie pracownika i 2% po stronie przedsiębiorcy)- 22 mld zł pkt a nie realizowany w przypadku przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
- odliczanie składki od przychodu z uwzględnieniem stawek przed obniżką (żeby podstawa obniżenia się nie zmniejszała)
b/ likwidacja składki wypadkowej (wydatki na ten cel w ogóle nie byłyby finansowane)
c/ likwidacja obowiązkowej składki chorobowej
- składka chorobowa zostałaby zastąpiona dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym w wysokości 3% za każdy dzień choroby. Pracownik nieubezpieczony w razie choroby nie otrzymywałby żadnego świadczenia
e/ pozostawienie składki zdrowotnej w obecnej wysokości (9%); składka byłaby odliczana od przychodu na tej samej zasadzie co składka emerytalna
II. obniżenie VAT:
A. w przypadku nie przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
1/ stosowanie odrębnej stawki podatkowej VAT od sprzedaży detalicznej w stosunku do stawki VAT, płaconej we wcześniejszych fazach obrotu (zachowane zostałyby obecne stawki)
2/ stawka podatku VAT od sprzedaży detalicznej:
a/ 15 proc.- na towary i artykuły opodatkowane ogólną stawką 23%
b/ 5 lub 8 proc.- na towary objęte dzisiaj ogólną stawką 5 lub 8 proc.
- podjecie pertraktacji z Unia Europejska w razie niezgodności z prawem unijnym
B. w przypadku nie przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
a/ likwidacja VAT od 2 faz obrotu towaru: hurtowej (płaconego przez hurtownie) i sklepowej (płaconego przez sklepy)- jeśli towar sprzedaje bezpośrednio jego producent
b/ zachowanie obecnych stawek VAT od sprzedaży detalicznej (płaconego przez konsumentów)
W efekcie przeprowadzonych zmian:
- opodatkowanie pracy spadłoby o połowę: z 36% do 18% (jeśli nieprzeprowadzenia demonopolizacji gospodarki) lub do 20% (w przypadku przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki)
- stawka podstawowa podatku VAT płaconego przez konsumentów spadłaby: z 23% do 15% (nieprzeprowadzenie demonopolizacji) lub cena finalna towaru spadłaby o 30% wskutek likwidacji marży nakładanej przez hurtownie i sklepy (przeprowadzenie demonopolizacji)
III. likwidacja opłat za przejazd autostradą
IV. likwidacja podatku handlowego wprowadzonego przez PiS
piątek, 2 lutego 2018
3. Demonopolizacja gospodarki.
Oficjalnie wciąż używa się potocznie określenia wolny rynek. Jednak w
rzeczywistości produkcję w każdym niemal sektorze gospodarki (poza
produkcją materiałów budowlanych) monopolizuje kilka koncernów.
Współczesna gospodarka nie jest zatem wolna (konkurencyjna), tylko
oligopolowa. Istnienie oligopoli jest niekorzystne dla rynku, gdyż
niszczy produkcje i konkurencje. Przełamanie hegemonii koncernów z
największym kapitałem nie będzie łatwe, gdyż nie są one zainteresowane
stworzeniem warunków, w których zmuszone miałyby być do prowadzenia
rywalizacji z wieloma podmiotami. Państwo zamiast wspierać monopole
powinno przeciwdziałać im. Poza wielkimi koncernami, zaopatrującymi cały
rynek potrzebni są także mali producenci lokalni. Gospodarka wielu
konkurujących ze sobą przedsiębiorstw produkcyjnych funkcjonowałaby na
pewno korzystniej od obecnej. Oferowane produkty byłyby tańsze ze względu na związaną z redukcją ilości faz obrotu- eliminację marży hurtowej i detalicznej. Z nowej organizacji handlu najbardziej skorzystaliby producenci rolni, którzy sprzedawaliby swoje produkty bezpośrednio na rynek, z pominięciem bardzo niekorzystnego dla nich skupu. Przedstawiam bariery w wejściu nowych firm
na rynek i proponowane przeze mnie rozwiązania tych problemów. Bariery:
1. bariera braku sprzedawcy- problem z dystrybucją własnego towaru. Dzisiaj sieci detaliczne rozprowadzają towar wielkich koncernów. Ich duży i stały zysk zapewniający im ustabilizowana sytuacje rynkowa sprawia, że są one uznawane przez duże sklepy spożywcze za wiarygodnych partnerów biznesowych. Sieci detaliczne nie będą natomiast chciały. rozprowadzać towar nieznanych marek przedsiębiorców, dopiero wchodzących na rynek i mogących k zbankrutować. Sprzedaż bezpośrednia przez producenta towaru we własnych sklepach raczej na dzisiejszym rynku tez by się nie powiodła. Skoro nawet Wawel przynoszący 200 mln zł zysku rocznie posiada jedynie kilkanaście sklepów firmowych w kraju, bo zdecydowanie bardziej opłaca się im rozprowadzać swój towar w wielkich sieciach spożywczych. Ta forma dystrybucji nie dawałaby wiec zupełnie żadnych szans początkującemu, nieznanemu producentowi.
2. bariera nieznajomości technologii produkcji- Technologie produkcji wielkich koncernów kształtowały się latami i były współtworzone przez wiele osób. Początkujący przedsiębiorca nie ma natomiast żadnych możliwości zdobycia wiedzy i umiejętności w zakresie sposobu wytwarzania produktu.
3. bariera związana z możliwością wchłonięcia malej firmy przez oligopol
4. bariera związana z nieznajomością towaru przez konsumentów i brakiem środków na jego promocje (reklamę).
5. bariera radykalnego spadku dochodów z podatku VAT, spowodowana zmniejszeniem ilości faz obrotu towaru. Podatek VAT jest płacony od każdego pośrednika sprzedaży. Reforma zakłada bezpośrednią sprzedaż towaru przez producentów, w związku z czym państwo straciłoby dochody VAT ze sprzedaży hurtowej i detalicznej. VAT płaciliby wyłącznie konsumenci, co przełożyłoby się na ubytek wpływów do budżetu o ok. 60 mld zł.
Teraz moje propozycje:
1 bariera braku sprzedawcy (najważniejsza bariera dla demonopolizacji)- skoro prywatne koncerny spożywcze nie będą chciały sprzedawać towaru nieznanych producentów, a handel indywidualny obarczony jest ryzykiem bankructwa, sprzedawcy- producenci swoją działalność gospodarczą powinni prowadzić w ramach wspólnej sieci sprzedaży detalicznej "Sprzedaż własna". Sprzedawcy-producenci wnosiliby opłatę za sprzedaż- tak jak handlarze bazarowi, natomiast pod względem wewnętrznym teren sprzedaży byłby sklepem- budynkiem z podziałem na grupy artykułów rozłożonych na półkach artykułów za które klient płaciłby w kasie. W zaproponowanej przeze mnie formie organizacyjnej sprzedaży producenci-sprzedawcy ponosiliby pełny koszt wszystkich niesprzedanych produktów. Z opłaty wnoszonej przez producentów-sprzedawców pokrywany byłby koszt przechowywania żywności oraz inne koszty związane z funkcjonowaniem obiektu handlowego, w tym wynagrodzenie kasjerów i innych pracowników. Opłata nie przewyższałaby tych kosztów, gdyż w przeciwnym razie stałaby się rodzajem podatku.
2 bariera nieznajomości środków produkcji- duże znaczenie w przełamaniu tej bariery odegra system szkolnictwa wyższego. Powinien powstać kierunek studiów zajmujący się technologia produkcji. Student w ramach 5-letnich studiów magisterskich zaznajamiałby się z technologia produkcji, najważniejszych dla rynku towarów takich jak: wyroby tytoniowe i alkohole, napoje gazowane, lody, słodycze, kosmetyki, proszki do prania i inne. Istniałaby także możliwość ukończenia kursu zaznajamiającego z technologia produkcji jednego towaru.
3 bariera związana z wchłonięciem mikro przedsiębiorcy przez oligopol- przeciwdziałaniu tej patologii powinny służyć przepisy prawne, uniemożliwiające przejmowanie małych producentów przez ogólnorynkowe koncerny. Nałożony zostałby także ustawowy obowiązek dopuszczenia do sprzedaży wszystkich producentów zgłaszających taką chęć- bez żadnego wyjątku. Silniejsi producenci nie mogliby zatem wykluczać słabszych. Konkurencja byłaby wówczas pełna, gdyż dawałaby szansę utrzymania się na rynku najdrobniejszemu nawet sprzedawcy.
4 bariera związana z nieznajomością towaru przez konsumentów i brakiem środków na promocję własnego produktu (reklamę). Dobrym sposobem na promocje byłoby stworzenie możliwości degustacji (produkcja artykułów spożywczych i napoi) lub wzięcia na próbę (np. produkcja proszków) produktów nowych producentów. Pewna część sklepu wydzielona byłaby właśnie na taka promocje. Początkujący przedsiębiorcy informowaliby tez klientów w jakich jeszcze punktach sprzedaży detalicznej mogliby nabyć ich produkt (zakładamy ze jest to początkujący producent i sprzedaż jego produktów prowadzi ledwie kilka sklepów).
5 bariera radykalnego spadku dochodów z podatku VAT, spowodowana zmniejszeniem ilości faz obrotu towaru. Przed przeprowadzeniem reformy konieczne jest zatem zbilansowanie wszystkich wydatków i dochodów budżetowych, co będzie możliwe dzięki wdrożeniu w całości mojego planu oszczędnościowego na 200 mld zł.
W tak zorganizowanej formie handlu detalicznego uczestniczyliby na tych samych zasadach producenci lokalni i ogólnorynkowi, z tym, że duże koncerny nie miałyby możliwości prowadzenia reklamy swoich towarów na terenie sklepu. Dział promocyjny sklepu służyłby wspieraniu marek nieznanych producentów, wchodzących dopiero na rynek. Na podobnej zasadzie co produkcja zorganizowany byłby także import. Importerzy, tak samo jak producenci również zajmowaliby się jednocześnie sprzedażą importowanych przez siebie towarów (np. owoców). Producenci-sprzedawcy i importerzy-sprzedawcy uczestniczyliby zatem we wspólnym rynku, sprzedając swój towar w tych samych obiektach handlowych. Dzięki eliminacji liczby pośredników w obrocie (hurtowników, sklepów detalicznych) i co za tym idzie- nakładanych przez nich marż, ceny produktów spadłyby ca najmniej o 30%. Likwidacja marży hurtowej i detalicznej w połączeniu z wielością konkurujących ze sobą podmiotów oraz proponowaną przeze mnie porównywarką internetową powodowałoby, że ceny utrzymywałyby się zawsze na stabilnym, bardzo niskim poziomie
1. bariera braku sprzedawcy- problem z dystrybucją własnego towaru. Dzisiaj sieci detaliczne rozprowadzają towar wielkich koncernów. Ich duży i stały zysk zapewniający im ustabilizowana sytuacje rynkowa sprawia, że są one uznawane przez duże sklepy spożywcze za wiarygodnych partnerów biznesowych. Sieci detaliczne nie będą natomiast chciały. rozprowadzać towar nieznanych marek przedsiębiorców, dopiero wchodzących na rynek i mogących k zbankrutować. Sprzedaż bezpośrednia przez producenta towaru we własnych sklepach raczej na dzisiejszym rynku tez by się nie powiodła. Skoro nawet Wawel przynoszący 200 mln zł zysku rocznie posiada jedynie kilkanaście sklepów firmowych w kraju, bo zdecydowanie bardziej opłaca się im rozprowadzać swój towar w wielkich sieciach spożywczych. Ta forma dystrybucji nie dawałaby wiec zupełnie żadnych szans początkującemu, nieznanemu producentowi.
2. bariera nieznajomości technologii produkcji- Technologie produkcji wielkich koncernów kształtowały się latami i były współtworzone przez wiele osób. Początkujący przedsiębiorca nie ma natomiast żadnych możliwości zdobycia wiedzy i umiejętności w zakresie sposobu wytwarzania produktu.
3. bariera związana z możliwością wchłonięcia malej firmy przez oligopol
4. bariera związana z nieznajomością towaru przez konsumentów i brakiem środków na jego promocje (reklamę).
5. bariera radykalnego spadku dochodów z podatku VAT, spowodowana zmniejszeniem ilości faz obrotu towaru. Podatek VAT jest płacony od każdego pośrednika sprzedaży. Reforma zakłada bezpośrednią sprzedaż towaru przez producentów, w związku z czym państwo straciłoby dochody VAT ze sprzedaży hurtowej i detalicznej. VAT płaciliby wyłącznie konsumenci, co przełożyłoby się na ubytek wpływów do budżetu o ok. 60 mld zł.
Teraz moje propozycje:
1 bariera braku sprzedawcy (najważniejsza bariera dla demonopolizacji)- skoro prywatne koncerny spożywcze nie będą chciały sprzedawać towaru nieznanych producentów, a handel indywidualny obarczony jest ryzykiem bankructwa, sprzedawcy- producenci swoją działalność gospodarczą powinni prowadzić w ramach wspólnej sieci sprzedaży detalicznej "Sprzedaż własna". Sprzedawcy-producenci wnosiliby opłatę za sprzedaż- tak jak handlarze bazarowi, natomiast pod względem wewnętrznym teren sprzedaży byłby sklepem- budynkiem z podziałem na grupy artykułów rozłożonych na półkach artykułów za które klient płaciłby w kasie. W zaproponowanej przeze mnie formie organizacyjnej sprzedaży producenci-sprzedawcy ponosiliby pełny koszt wszystkich niesprzedanych produktów. Z opłaty wnoszonej przez producentów-sprzedawców pokrywany byłby koszt przechowywania żywności oraz inne koszty związane z funkcjonowaniem obiektu handlowego, w tym wynagrodzenie kasjerów i innych pracowników. Opłata nie przewyższałaby tych kosztów, gdyż w przeciwnym razie stałaby się rodzajem podatku.
2 bariera nieznajomości środków produkcji- duże znaczenie w przełamaniu tej bariery odegra system szkolnictwa wyższego. Powinien powstać kierunek studiów zajmujący się technologia produkcji. Student w ramach 5-letnich studiów magisterskich zaznajamiałby się z technologia produkcji, najważniejszych dla rynku towarów takich jak: wyroby tytoniowe i alkohole, napoje gazowane, lody, słodycze, kosmetyki, proszki do prania i inne. Istniałaby także możliwość ukończenia kursu zaznajamiającego z technologia produkcji jednego towaru.
3 bariera związana z wchłonięciem mikro przedsiębiorcy przez oligopol- przeciwdziałaniu tej patologii powinny służyć przepisy prawne, uniemożliwiające przejmowanie małych producentów przez ogólnorynkowe koncerny. Nałożony zostałby także ustawowy obowiązek dopuszczenia do sprzedaży wszystkich producentów zgłaszających taką chęć- bez żadnego wyjątku. Silniejsi producenci nie mogliby zatem wykluczać słabszych. Konkurencja byłaby wówczas pełna, gdyż dawałaby szansę utrzymania się na rynku najdrobniejszemu nawet sprzedawcy.
4 bariera związana z nieznajomością towaru przez konsumentów i brakiem środków na promocję własnego produktu (reklamę). Dobrym sposobem na promocje byłoby stworzenie możliwości degustacji (produkcja artykułów spożywczych i napoi) lub wzięcia na próbę (np. produkcja proszków) produktów nowych producentów. Pewna część sklepu wydzielona byłaby właśnie na taka promocje. Początkujący przedsiębiorcy informowaliby tez klientów w jakich jeszcze punktach sprzedaży detalicznej mogliby nabyć ich produkt (zakładamy ze jest to początkujący producent i sprzedaż jego produktów prowadzi ledwie kilka sklepów).
5 bariera radykalnego spadku dochodów z podatku VAT, spowodowana zmniejszeniem ilości faz obrotu towaru. Przed przeprowadzeniem reformy konieczne jest zatem zbilansowanie wszystkich wydatków i dochodów budżetowych, co będzie możliwe dzięki wdrożeniu w całości mojego planu oszczędnościowego na 200 mld zł.
W tak zorganizowanej formie handlu detalicznego uczestniczyliby na tych samych zasadach producenci lokalni i ogólnorynkowi, z tym, że duże koncerny nie miałyby możliwości prowadzenia reklamy swoich towarów na terenie sklepu. Dział promocyjny sklepu służyłby wspieraniu marek nieznanych producentów, wchodzących dopiero na rynek. Na podobnej zasadzie co produkcja zorganizowany byłby także import. Importerzy, tak samo jak producenci również zajmowaliby się jednocześnie sprzedażą importowanych przez siebie towarów (np. owoców). Producenci-sprzedawcy i importerzy-sprzedawcy uczestniczyliby zatem we wspólnym rynku, sprzedając swój towar w tych samych obiektach handlowych. Dzięki eliminacji liczby pośredników w obrocie (hurtowników, sklepów detalicznych) i co za tym idzie- nakładanych przez nich marż, ceny produktów spadłyby ca najmniej o 30%. Likwidacja marży hurtowej i detalicznej w połączeniu z wielością konkurujących ze sobą podmiotów oraz proponowaną przeze mnie porównywarką internetową powodowałoby, że ceny utrzymywałyby się zawsze na stabilnym, bardzo niskim poziomie
środa, 10 stycznia 2018
4. Likwidacja Spółdzielni Mieszkanionych i stworzenie w ich miejsce Centralnego Urzędu.
464 zł- taka jest przeciętna wysokość miesięcznego czynszu
spółdzielczego w Polsce. https://www.polskieradio.pl/42/273/Artykul/1420502,Ile-srednio-Polacy-wydaja-miesiecznie-na-rachunki
Biorąc pod uwagę, że opłatę na rzecz spółdzielni wnosi 58% z 14 mln gospodarstw
domowych, http://forsal.pl/galerie/966375,duze-zdjecie,2,choc-liczba-ludnosci-spada-to-rosnie-liczba-gospodarstw-domowych-infografika.html
na opłatę czynszową Polacy wydają łącznie ok. 35mld zł. To ogromnie dużo,
biorąc pod uwagę iż spółdzielnie, poza remontami i ociepleniami bloków, zajmują
się na ogół drobnymi sprawami związanymi z obsługą
mieszkańców: zaopatrzeniem mieszkań w media (woda, prąd, gaz), wywóz śmieci
itp. 35 mld zl wydatków Polaków na czynsz mieszkaniowy jest zdecydowanie za
wysoki w porównaniu z kosztami jakie ponosi spółdzielnia za dostarczenie tych
usług (kontrakty z przedsiębiorstwami dostarczającymi prąd, gaz, wodę, wywóz
śmieci itp.). Ponieważ system spółdzielczy okazał się marnotrawny, którego
nieefektywność obrazuje łączna suma wydatków na czynsze- 35 mld zł, proponuję
likwidację spółdzielni mieszkaniowych i stworzenie w ich miejsce Centralnego
Urzędu. Urząd podpisywałby stałe umowy z ogólnopolskimi dostawcami mediów oraz
z firmami remontowymi. Wszystkie umowy z Urzędem o świadczenie usług
lub wykonanie prac remontowych
obejmowałyby obszar województwa, kilku województw lub całego kraju. Miałyby
więc dużo szerszy zasięg niż obecne umowy zawierane przez Spółdzielnie. Przedsiębiorstwa budowlane z którymi Urząd podpisał umowy przeprowadzaliby wszystkie remonty na wniosek i koszt mieszkańców remontowanych budynków. Drobne
naprawy i stałe czynności takich jak: sprawdzanie liczników wody i gazu,
wymiana wodomierzy i in. wykonywaliby pracownicy terenowych Urzędu. Pracownicy terenowi otrzymywaliby
budżetowe wynagrodzenie wyłącznie za stałe czynności, natomiast drobne naprawy dokonywaliby
na koszt lokatorów. Pracownikiem terenowym mógłby zostać każdy, kto posiadałby odpowiednie kwalifikacje i wyraził chęć prowadzenia na własny rachunek swojej działalności zawodowej w ramach Urzędu. Pracownicy Urzędu podlegaliby ocenie klientów (miałby własny rating) za pośrednictwem głosowania internetowego. Na stronie Urzędu każdy pracownik terenowy posiadałby profil: imię, nazwisko zdjęcie, telefon, cena za usługi, rating. Klienci znaliby zatem zarówno cenę pracownika za świadczone usługi jak i ocenę wystawioną przez mieszkańców. Dzięki informacji o cenie i ratingowi między pracownikami wywiązałaby się konkurencja, co doprowadziłoby do zmniejszenia kosztu dokonanych napraw i zwiększenia ich jakości. Pracownicy terenowi mimo, że reprezentowaliby Urząd utrzymywaliby się prawie wyłącznie z pracy własnej. Urząd mógłby zatem zatrudnić nieograniczoną ilość pracowników terenowych, bo nie płaciłby im stałej pensji (poza wynagrodzeniem za stałe czynności, które przy wzroście liczby pracowników wykonywałaby tylko część z nich). Wszystkie
funkcje zarządzające pełniłby Prezes Urzędu (ważniejsze decyzje podejmowałby na
jego wniosek Minister Budownictwa). Przejęcie wykonywania zadań Spółdzielni
przez jeden Centralny Urząd znacznie obniżyłoby koszty obsługi. Z budżetu państwa spełniane byłyby jedynie stałe świadczenia na rzecz mieszkańców: sprzątanie klatek, wywóz śmieci itp. Wszystkie natomiast remonty i ocieplenia bloków oraz bieżące naprawy opłacaliby lokatorzy, a Urząd zapewniłby jedynie zleceniobiorców (umowy w firmami remontowymi, pracownicy techniczni). Oszczędności
nastąpiłyby również dzięki redukcji kosztów administracyjno-biurowych (stworzenie
jednego centralnego organu zarządzającego, w miejsce tysięcy spółdzielni z
własną administracją), zmniejszeniu liczby pracowników biurowych oraz wprowadzeniu stałych umów z ogólnopolskimi
lub wojewódzkimi firmami remontowymi oraz dostawcami usług (przedsiębiorstwa za pełnienie usług dla 38 mln ludności Polski lub
3 mln mieszkańców województwa, pobrałyby niższą cenę niż za taką samą
działalność prowadzoną dla 1000 lokatorów osiedla). Wszelkie sprawy z Urzędem mieszkańcy załatwialiby za pośrednictwem środków komunikowania się na odległość: e-mail, telefon. Istota reformy
polega na tym, żeby funkcje pełnione przez spółdzielnie zorganizować na
poziomie całego kraju. Dzisiaj łączna suma opłat czynszowych wynosi 35 mld zł
(464 zł- wysokość przeciętnego czynszu; czynsz płaci 58% z 14 mln gospodarstw
domowych), po reformie, zakładając że zorganizowanie każdej funkcji po poziomie
całego kraju kosztowałoby 150-300 mln zł (sprzątanie klatek, wywóz śmieci i in.), funkcje spółdzielni za które lokatorzy płaca łącznie 35
mld zł w rachunkach czynszowych, w przypadku ich przejęcia przez Centralny
Urząd, dałoby się zmniejszyć do 2 mld zł. Urząd finansowany byłby z budżetu
państwa. Polacy z powodu rezygnacji z opłatach czynszowych zaoszczędziliby
więc 200-500 zł miesięcznie.
niedziela, 7 stycznia 2018
4a Jak skutecznie obniżyć cenę prądu?
Wzrost ceny prądu wiąże się ze wzrostem opłat, nałożonych na Polskę przez Unię Europejską z powodu dalszego wykorzystania węgla jako tańszego surowca i w związku z tym niedostosowania się do wymogów stawianych przez Unię przejścia z energetyki węglowej na droższą, ale bardziej ekologiczną energetykę wiatrową. Wprowadzona niedawno przez sejm refundacja ceny prądu jest zupełnym absurdem, gdyż jej jedynym skutkiem będzie przerzucenie kosztów z indywidualnych odbiorców na podatników. Wszyscy natomiast i tak zapłacą, a zmieni się jedynie forma płatności- zamiast rachunków pieniądze budżetowe. Z kolei dobrowolne zastąpienie tańszego surowca (węgiel) droższym (źródła odnawialne) dla realizacji wymagań Unii Europejskiej, skutkowałoby stałym podrożeniem prądu, któremu nie dałoby się już w ogóle zaradzić. Jakakolwiek perswazja na Unię w stylu: jesteśmy niepodlegli i możemy robić co chcemy może się skończyć tylko i wyłącznie dalszym wzrostem sankcji za emisję CO2 i w następstwie jeszcze droższym prądem. Wychodzenie natomiast z Unii z powodu tej akurat okoliczności nie bilansuje korzyści naszego członkostwa w innych dziedzinach: dopłat bezpośrednich dla rolników, pieniędzy z funduszy strukturalnych, podejmowania przez polskich imigrantów pracy w krajach UE. Jedynym możliwym rozwiązaniem jest więc podjęcie negocjacji z UE w sprawie likwidacji opłat emisyjnych. Należy dążyć do wydłużenia przynajmniej o 25 lat okresu przejściowego na przyjęcie polityki ekologicznej. W tym celu Polska powinna wykazać nasz znikomy udział w globalnym ociepleniu i skonfrontować go z ogólnie dużo niższymi płacami w Polsce. Wniosek nasunie się wówczas sam: wzrost cen prądu nieproporcjonalnie uderza w ludność jednego z najbiedniejszych krajów UE, a energetyka wiatrowa może być przez Polskę wprowadzona dopiero po wzroście zamożności ludności do poziomu co najmniej obecnej średniej unijnej. Zważywszy, że przewidywane przez ekspertów szkody klimatyczne mogą się zacząć za ok 50 lat, a Polska jako mały kraj emituje zupełnie nie odczuwalną dla globalnego środowiska ilość gazów cieplarnianych, argument o zubożeniu ekonomicznym Polaków i dużej odczuwalności podwyżek na funkcjonowanie przeciętnego gospodarstwa domowego w Polsce, miałby szansę przekonać unijnych komisarzy. Oczywiście pod warunkiem, że negocjacje prowadziliby profesjonalni, i merytorycznie dobrze do sprawy przygotowani negocjatorzy.
poniedziałek, 1 stycznia 2018
5. Walka z bezrobociem i uelastycznienie prawa pracy.
Walka z bezrobociem:
a/ stworzenie internetowej Centralnej Bazy Ofert Pracy. Do
Bazy musiałaby być zgłaszana każda istniejąca na rynku oferta pracy
- baza, poza podstawowymi informacjami zawierałaby dane także o ilości ofert w danym zawodzie w określonym regionie, dzięki czemu można by w oparciu o nią kształtować swoje plany zawodowe
b/ Ważną rolę w przeciwdziałaniu trwałego wykluczenia z rynku pracy odgrywałoby istnienie stałych szkol dla bezrobotnych. Bezrobocie społeczne wiąże się z bardzo długą nieobecnością na rynku pracy, z powodu której pracodawcy odmawiają zatrudnienia. W przeciwieństwie do ekonomicznego ma charakter trwały i nie zmniejsza się wraz z poprawą koniunktury gospodarczej.
- baza, poza podstawowymi informacjami zawierałaby dane także o ilości ofert w danym zawodzie w określonym regionie, dzięki czemu można by w oparciu o nią kształtować swoje plany zawodowe
b/ Ważną rolę w przeciwdziałaniu trwałego wykluczenia z rynku pracy odgrywałoby istnienie stałych szkol dla bezrobotnych. Bezrobocie społeczne wiąże się z bardzo długą nieobecnością na rynku pracy, z powodu której pracodawcy odmawiają zatrudnienia. W przeciwieństwie do ekonomicznego ma charakter trwały i nie zmniejsza się wraz z poprawą koniunktury gospodarczej.
Szkoły przygotowywałyby do: a/
wykonywania konkretnego zawodu: fryzjera, mechanika samochodowego itp.
(odpowiednik zawodówek). Nauka trwałaby rok. Finansowana byłaby z budżetu. b/
wykonywania wielu zawodów, do których przygotowanie trwa krócej- pracownika
biurowego, akwizytora, obsługa kasy fiskalnej, magazyniera. Nauka trwałaby 6
miesięcy. Finansowana byłaby z budżetu. c/ prowadzenia działalności
gospodarczej w sektorze produkcyjnym. Nauka trwałaby rok, obejmowałaby
zaznajomienie z procesem produkcji w jednym sektorze gospodarki (np. napojów,
słodyczy) Oprócz szkół rocznych, powstałyby także 5-letnie studia magisterskie,
przygotowujące do prowadzenia własnej produkcji wielu artykułów. Szkoły roczne
finansowane byłyby z budżetu, natomiast koszt
nauka na studiach 5-letnich byłby przez studenta zwracany po podjęciu
zatrudnienia w formie potracenia określonego procentu wynagrodzenia aż do
całkowitej spłaty. Płatna byłaby również nauka w drugiej i kolejnej szkole
produkcyjnej (zaznajomienie się z technologia produkcji więcej niż jednego
artykułu). W szkołach płatnych, obowiązek pokrycia kosztów istniałby także w
razie podjęcia pracy w innym zawodzie. Wprowadzenie szkół działalności
gospodarczej w zakresie produkcji mogłoby nastąpić dopiero po demonopolizacji
gospodarki.
Nauka we wszystkich rodzajach
szkół kończyłaby się egzaminem potwierdzającym zdobyte umiejętności.
W celu skutecznej aktywizacji
osób długotrwale bezrobotnych nabór do 30% stanowisk pracy w
niskokwalifikowanych zawodach - kasjera w sklepie lub magazyniera odbywałby się
bez CV- na podstawie przedstawionego dyplomu ukończenia kursu (szkoły).
Pracodawca mógłby oczywiście podczas rozmowy kwalifikacyjnej sam potwierdzić
umiejętności pracownika.
c/ likwidacja Urzędów Pracy. Po
wprowadzeniu Centralnej Bazy Ofert Pracy oraz stałych szkół dla bezrobotnych,
istnienie Urzędów Pracy stałoby się zbędne.
Uelastycznienie prawa pracy.
Uelastycznienie prawa pracy.
Ustawa regulowałby tylko i
wyłącznie czas pracy oraz wysokość urlopów. Pozostałe kwestie określane byłyby
w umowie o prace; zmiany objęły by m.in
a/ likwidację płacy minimalnej, dzięki czemu bezrobotny miałby prawo podjąć prace także poniżej najniższego wynagrodzenia narzuconego przez państwo
Płaca minimalna to kwota poniżej której państwo zabrania zatrudnienia. Jej istnienie jest niekorzystne zarówno dla pracodawców, bo podwyższa koszty ich działalności jak i bezrobotnych, którym nie pozwala na podjęcie pracy. Przykład: przedsiębiorca potrzebuje pracownika. Za wykonywaną pracę chce zapłacić 1800 zł. Bezrobotny chętnie podjąłby pracę, gdyż od 2 lat, kiedy skończył mu się zasiłek, pozostają bez żadnych środków utrzymania. Ustalona przez prawo kwota minimalnego zarobku wynosi jednak 2200 zł, w związku z czym pracodawca nie nawiąże z nim stosunku pracy. Wymyślona przeze mnie sytuacja, na pewno wielokrotnie zdarza się w realnym życiu. Pokazuje dokładnie konsekwencje narzucania przez państwa kwoty minimalnego wynagrodzenia. W założeniu płaca minimalna ma jednak chronić interesy pracowników (a nie pracodawców czy bezrobotnych). W rzeczywistości działa na niekorzyść także i tej grupy. Zamiast zapewnić pracownikom większe uprawnienia, pogarsza ich warunki zatrudnienia, bo jest przyczyną zawierania z nimi umów cywilnoprawnych (zlecenia, o dzieło), gdzie przepisy Kodeksu pracy, a więc także te, dotyczące płacy minimalnej w ogóle nie obowiązują. Śmieciówka nie tylko nie określa kwoty minimalnego wynagrodzenia, ale nie reguluje żadnych innych kwestii związanych ze stosunkiem pracy: czasu pracy, urlopu, dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych itp. W konsekwencji zatrudnieni na jej podstawie pracownicy są więc pozbawieni jakichkolwiek praw, które gwarantuje im Kodeks pracy.
b/ pełną swobodę pracodawcy w zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników
- likwidacja okresów wypowiedzenia. Wypowiedzenie byłoby skuteczne z dniem zwolnienia
- zniesienie przywilejów ochronnych przyznanych przez kodeks pracy dla niektórych kategorii pracowników: młodocianych, kobiet w ciąży, osób w wieku przedemerytalnym; każdy pracownik mógłby zostać zwolniony na takich samych zasadach
c/ zniesienie przywilejów dla związków zawodowych; związki zawodowe stałyby się zwykłymi stowarzyszeniami dbającymi o przestrzeganie prawa pracy
Związki zawodowe we współczesnej Polsce odegrały wyjątkowo negatywną role. Po obaleniu komunizmu powinny pełnić funkcje zwykłych stowarzyszeń dbających o przestrzeganie prawa pracy. Niestety stało się inaczej. Znaczenie związków zawodowych po transformacji ustrojowej nie tylko nie spadło, ale nawet drastycznie wzrosło. Zz przez cały okres III RP zajmowały się obroną pracowniczego socjalizmu. Torpedowały lub próbowały torpedować wszystkie wolnorynkowe reformy. Pozycja związków zawodowych różniła się w poszczególnych latach, jednak tak naprawdę związki zawsze rządziły Polską. Albo oficjalnie (wchodząc w skład rządu/partii rządzącej), albo z tylnego siedzenia (stanowiąc przybudówkę partii rządzącej). Największą i bezpośrednią władzę posiadały w czasach AWS, jako największa jej frakcja. W kadencji sejmu 1997-2001 związkowcy mieli 100 swoich przedstawicieli (NSZZ Solidarność- 60 mandatów, OPZZ-40 mandatów). W 2001 r. udało im się zablokować w 2001 r. dwa projekty liberalizacji kodeksu pracy. Niewielkie zmiany wprowadzono dopiero rok później (w 2002 r.). Stale nierozwiązywalnym problemem są roszczenia płacowe poszczególnych związków branżowych: górników, nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek. Prawie żaden rząd nie wygrał walki z nimi. Sukces odniósł jedynie minister Steinhoff (AWS), któremu, udało się przeforsować restrukturyzacje górnictwa, pomimo sprzeciwu górniczej centrali. Dzięki zamknięciu lub zmniejszeniu mocy produkcyjnej większości kopalń górnictwo na wiele lata stało się efektywne. W dzisiejszej Polsce, związki nie sprawują juz aktywnie władzy, jak to było dawniej. Solidarność W PiSie nadal ma jednak dużo do powiedzenia jako jej ważne środowisko polityczne. O tym, ze Kaczyński liczy się z nim świadczy chociażby poparcie dla szkodliwej inicjatywy ustawodawczej autorstwa Solidarności, zakazującej handlu w niedziele. Projekt nie ukończył jeszcze ścieżki legislacyjnej, wiec nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu ustawy. Wolność niedzielnego handlu na pewno zostanie jednak ograniczona, bez względu czy w formie radykalnej (wszystkie niedziele) czy złagodzonej (niektóre niedziele). Ze stratą dla wszystkich: właścicieli (mniej dni pracy- mniejszy zysk), pracowników (mniej dni pracy-mniej etatów), klientów (wzrost cen, przymus nie robienia zakupów w niedziele). Na pomyśle związkowców znów ucierpi zatem cala gospodarka: mniejszy wzrost gospodarczy, bezrobocie, inflacja Ale kiedy niby związki zawodowe zaproponowały rozwiązanie korzystne dla ludzi i gospodarki?
d/ zniesienie zakazu handlu w niedzielę i dni świąteczne.
Zakaz handlu w niedzielę uzasadniany jest względami ideologicznymi i socjalnymi. Jego zwolennicy uważają, że jeżeli sklepy w niedzielę będą zamknięte, katolicy pójdą w tym dniu do kościoła, zamiast do galerii handlowej. Widać, prawica zawsze wie lepiej co ludzie powinni robić i jak mają sobie organizować czas. Z kolei argumenty ekonomiczne koncentrują się głównie na ochronie pracownic, które ten dzień chciałyby mieć wolny. Problem w tym, że część z nich, po zmianie przepisów, w ogóle może stracić pracę. Jak łatwo dostrzec: obowiązkowo krótszy o 1/7 tydzień pracy oznacza redukcję zatrudnienia również o 1/7. Takie są prawa rynku- pracodawcy nie będą utrzymywali zbędnych etatów. Restrykcja jest niekorzystna dla dokładnie wszystkich: klientów (ogranicza możliwość robienia zakupów, a więc ich wolność), właścicieli sklepów (mniejszy zysk), pracowników (utrata pracy) i państwa (mniejsze wpływy z podatków, wzrost bezrobocia).
a/ likwidację płacy minimalnej, dzięki czemu bezrobotny miałby prawo podjąć prace także poniżej najniższego wynagrodzenia narzuconego przez państwo
Płaca minimalna to kwota poniżej której państwo zabrania zatrudnienia. Jej istnienie jest niekorzystne zarówno dla pracodawców, bo podwyższa koszty ich działalności jak i bezrobotnych, którym nie pozwala na podjęcie pracy. Przykład: przedsiębiorca potrzebuje pracownika. Za wykonywaną pracę chce zapłacić 1800 zł. Bezrobotny chętnie podjąłby pracę, gdyż od 2 lat, kiedy skończył mu się zasiłek, pozostają bez żadnych środków utrzymania. Ustalona przez prawo kwota minimalnego zarobku wynosi jednak 2200 zł, w związku z czym pracodawca nie nawiąże z nim stosunku pracy. Wymyślona przeze mnie sytuacja, na pewno wielokrotnie zdarza się w realnym życiu. Pokazuje dokładnie konsekwencje narzucania przez państwa kwoty minimalnego wynagrodzenia. W założeniu płaca minimalna ma jednak chronić interesy pracowników (a nie pracodawców czy bezrobotnych). W rzeczywistości działa na niekorzyść także i tej grupy. Zamiast zapewnić pracownikom większe uprawnienia, pogarsza ich warunki zatrudnienia, bo jest przyczyną zawierania z nimi umów cywilnoprawnych (zlecenia, o dzieło), gdzie przepisy Kodeksu pracy, a więc także te, dotyczące płacy minimalnej w ogóle nie obowiązują. Śmieciówka nie tylko nie określa kwoty minimalnego wynagrodzenia, ale nie reguluje żadnych innych kwestii związanych ze stosunkiem pracy: czasu pracy, urlopu, dodatku za pracę w godzinach nadliczbowych itp. W konsekwencji zatrudnieni na jej podstawie pracownicy są więc pozbawieni jakichkolwiek praw, które gwarantuje im Kodeks pracy.
b/ pełną swobodę pracodawcy w zatrudnianiu i zwalnianiu pracowników
- likwidacja okresów wypowiedzenia. Wypowiedzenie byłoby skuteczne z dniem zwolnienia
- zniesienie przywilejów ochronnych przyznanych przez kodeks pracy dla niektórych kategorii pracowników: młodocianych, kobiet w ciąży, osób w wieku przedemerytalnym; każdy pracownik mógłby zostać zwolniony na takich samych zasadach
c/ zniesienie przywilejów dla związków zawodowych; związki zawodowe stałyby się zwykłymi stowarzyszeniami dbającymi o przestrzeganie prawa pracy
Związki zawodowe we współczesnej Polsce odegrały wyjątkowo negatywną role. Po obaleniu komunizmu powinny pełnić funkcje zwykłych stowarzyszeń dbających o przestrzeganie prawa pracy. Niestety stało się inaczej. Znaczenie związków zawodowych po transformacji ustrojowej nie tylko nie spadło, ale nawet drastycznie wzrosło. Zz przez cały okres III RP zajmowały się obroną pracowniczego socjalizmu. Torpedowały lub próbowały torpedować wszystkie wolnorynkowe reformy. Pozycja związków zawodowych różniła się w poszczególnych latach, jednak tak naprawdę związki zawsze rządziły Polską. Albo oficjalnie (wchodząc w skład rządu/partii rządzącej), albo z tylnego siedzenia (stanowiąc przybudówkę partii rządzącej). Największą i bezpośrednią władzę posiadały w czasach AWS, jako największa jej frakcja. W kadencji sejmu 1997-2001 związkowcy mieli 100 swoich przedstawicieli (NSZZ Solidarność- 60 mandatów, OPZZ-40 mandatów). W 2001 r. udało im się zablokować w 2001 r. dwa projekty liberalizacji kodeksu pracy. Niewielkie zmiany wprowadzono dopiero rok później (w 2002 r.). Stale nierozwiązywalnym problemem są roszczenia płacowe poszczególnych związków branżowych: górników, nauczycieli, lekarzy, pielęgniarek. Prawie żaden rząd nie wygrał walki z nimi. Sukces odniósł jedynie minister Steinhoff (AWS), któremu, udało się przeforsować restrukturyzacje górnictwa, pomimo sprzeciwu górniczej centrali. Dzięki zamknięciu lub zmniejszeniu mocy produkcyjnej większości kopalń górnictwo na wiele lata stało się efektywne. W dzisiejszej Polsce, związki nie sprawują juz aktywnie władzy, jak to było dawniej. Solidarność W PiSie nadal ma jednak dużo do powiedzenia jako jej ważne środowisko polityczne. O tym, ze Kaczyński liczy się z nim świadczy chociażby poparcie dla szkodliwej inicjatywy ustawodawczej autorstwa Solidarności, zakazującej handlu w niedziele. Projekt nie ukończył jeszcze ścieżki legislacyjnej, wiec nie znamy jeszcze ostatecznego kształtu ustawy. Wolność niedzielnego handlu na pewno zostanie jednak ograniczona, bez względu czy w formie radykalnej (wszystkie niedziele) czy złagodzonej (niektóre niedziele). Ze stratą dla wszystkich: właścicieli (mniej dni pracy- mniejszy zysk), pracowników (mniej dni pracy-mniej etatów), klientów (wzrost cen, przymus nie robienia zakupów w niedziele). Na pomyśle związkowców znów ucierpi zatem cala gospodarka: mniejszy wzrost gospodarczy, bezrobocie, inflacja Ale kiedy niby związki zawodowe zaproponowały rozwiązanie korzystne dla ludzi i gospodarki?
d/ zniesienie zakazu handlu w niedzielę i dni świąteczne.
Zakaz handlu w niedzielę uzasadniany jest względami ideologicznymi i socjalnymi. Jego zwolennicy uważają, że jeżeli sklepy w niedzielę będą zamknięte, katolicy pójdą w tym dniu do kościoła, zamiast do galerii handlowej. Widać, prawica zawsze wie lepiej co ludzie powinni robić i jak mają sobie organizować czas. Z kolei argumenty ekonomiczne koncentrują się głównie na ochronie pracownic, które ten dzień chciałyby mieć wolny. Problem w tym, że część z nich, po zmianie przepisów, w ogóle może stracić pracę. Jak łatwo dostrzec: obowiązkowo krótszy o 1/7 tydzień pracy oznacza redukcję zatrudnienia również o 1/7. Takie są prawa rynku- pracodawcy nie będą utrzymywali zbędnych etatów. Restrykcja jest niekorzystna dla dokładnie wszystkich: klientów (ogranicza możliwość robienia zakupów, a więc ich wolność), właścicieli sklepów (mniejszy zysk), pracowników (utrata pracy) i państwa (mniejsze wpływy z podatków, wzrost bezrobocia).
Subskrybuj:
Posty (Atom)