W obecnym stanie prawnym sama prostytucja nie jest
przestępstwem. Przestępstwami są jednak inne związane z nią czyny: sutenerstwo
(czerpanie korzyści z cudzego nierządu) oraz stręczycielstwo (werbowanie do
nierządu). Ustawodawca traktuje zatem prostytucję jak patologię, którą należy
zwalczać. Ja natomiast uważam, że płatny seks jest stałym i pożądanym elementem
życia społecznego. Łatwy dostęp do prostytutek ma korzystny wpływ na ludzką
psychikę i poziom przestępczości, bo dla osób nie mających stałego partnera
daje okazję zaspokojenia seksualnego osobom, przyczyniając się pośrednio do
zmniejszenia ilości gwałtów. Część bowiem klientów, jeżeli zostałaby pozbawiona
możliwości odbycia dobrowolnego stosunku seksualnego, swój popęd zaspokajałaby
w sposób przemocowy. Biorąc więc pod uwagę, że korzystanie z usług prostytutek pomaga
w rozwiązaniu niektóre ludzkie problemy seksualne, ogranicza skalę przymusowych
kontaktów seksualnych i dostarcza przyjemnej rozrywki państwo powinno wspierać i kontrolować domy publiczne. Prowadzenie burdelu wymagałoby
koncesji. Do jej uzyskania konieczne byłoby spełnienie dwóch warunków:
oświadczenia pracownic, iż usługi seksualne są przez nie świadczone dobrowolnie
oraz wykonanie niezbędnych badań na choroby weneryczne potwierdzone książeczką
zdrowia. Znajdowanie się prostytucji pod kontrolą
państwa rozwiązałoby problem zmuszania kobiet (głównie cudzoziemek) do nierządu
i poprawiłoby bezpieczeństwo zdrowotne klientów. Prostytucja opodatkowana byłaby podatkiem w wysokości 50 zł od stosunku. Rozwijanie tej formy działalności
gospodarczej stanowiłoby zatem dla budżetu państwa dochodowy interes, zważywszy, że
poza zyskami z prostytucji państwo czerpałoby dochody również ze sprzedaży
napojów alkoholowych. Szersza sieć usług
przeznaczona byłaby dla klientów w wieku 15-17 lat. Poza korzystaniem z
płatnych usług seksualnych, mieliby oni także możliwość uprawiania bezpłatnego
seksu ze sobą w przeznaczonych dla nich odrębnych lokalach.