niedziela, 24 czerwca 2018

b/ redukcja zatrudnienia w administracji- 10 mld zł

1/ zmniejszenie etatów odbywałoby się poprzez
- wykonywanie tych samych kompetencji przez mniejszą ilość urzędników. W ten sposób ograniczane byłoby zatrudnienie w urzędach, w których istnieje przyrost biurokracji.  Ograniczenia zatrudnienia redukcję zatrudnienia w Urzędach dokonywałby drogą zarządzenia, Minister Spraw Wewnętrznych na wniosek kierownika jednostki organizacyjnej urzędu. Powinno nastąpić zwolnienie ok. połowy pracowników urzędów wojewódzkich, urzędu morskiego, sanepid i in.
- ograniczenie kompetencji urzędu np. Sanepid zajmowałby się głównie pomiarem czystości wody. Kontroli świeżości żywności dokonywałby wyłącznie na wniosek konsumenta
2/ likwidacja powiatów i przejęcie ich kompetencji przez gminy
3/ zmniejszenie zatrudnienia w agencjach rolniczych; połączenie ANR, ARiMR i ARR w jedną agencję rolniczą
4/ likwidacja niektórych urzędów m.in: Centralnego Urzędu Miar i Wag, Centralnego Biura Antykorupcyjnego, Instytutu Pamięci Narodowej (z przekazaniem jego zasobów do Archiwum Państwowego), GDDKiA (nadzorem i budową dróg krajowych i autostrad zajmowałyby się samorządy wojewódzkie

piątek, 1 czerwca 2018

c/ likwidacja wydatków budżetowych na kulturę- 10 mld zł




1/ migracja do internetu treści wszystkich książek, z czym wiąże się możliwość likwidacji bibliotek i czytelni. Książki z obecnych bibliotek i czytelni zostałyby rozdysponowane bezpłatnie dla szkół i uczelni. Natomiast te, które nie udałoby się rozdysponować powinno się sprzedać za symboliczną złotówkę.
2/ prywatyzacja muzeów, teatrów, oper, filharmonii i likwidacja budżetowego finansowania kultury.
nowy sposób finansowania instytucji kultury: 
- na potrzeby rozwoju instytucji kultury przeznaczanych byłoby określony procent zysków z każdego filmu w następującej proporcji: 20% środków na kino, 20%- na teatr, 10%- na filharmonię i operę, 5%- na muzeum
transmisje telewizyjne ze sztuk w każdym polskim teatrze, operze i filharmonii w całej Polsce; zyski z reklam przed oraz po transmisji na żywo i retransmisji byłyby w całości przeznaczane dla teatru, opery lub filharmonii, w którym odbywał się transmitowany spektakl lub koncert.
- istnienie odrębnego konta dla dobrowolnych wpłat dla muzeów, teatrów, filharmonii, oper i kin. Bezpłatne banery z numerem konta mogłyby być umieszczane na terenie każdej instytucji kulturalnej 
Uzasadnienie dla niefinansowania kultury z budżetu państwa:
Ponad 9 mld rocznie- tyle łącznie państwo (z czego samorządy terytorialne- ponad 7 mld) wydaje rocznie na kulturę: teatry, muzea, kina, czytelnie, biblioteki, filharmonie, opery i domy kultury. Można przyjąć argumentację artystów, że finansowanie obiektów kultury przez budżet (państwa i samorządów) jest konieczne, bo przecież kultura ma wartość ponadczasową i musi przetrwać, nawet jeżeli teatry, muzea czy filharmonie z jakichś powodów są opustoszałe czy wręcz bankrutują. Jednak zwolennicy utrzymywania instytucji kultury za wszelką cenę zapominają o jednym: to podatnicy przymusowo płacą, z zarobionych przez siebie pieniędzy za to, z czego nie chcą korzystać. Świat artystyczny oburzają propozycje poddania domów kultury tym samym regułom gry rynkowej co przedsiębiorstwa, bo celem ich istnienia jest promowanie wartości, a nie tworzenie zysku (tak jak jest to w przypadku przedsiębiorstw). Zapomina się jednak o jednym: jeżeli by ludziom (podatnikom) naprawdę zależało na tych wartościach, to sami by je chronili, chodząc do teatrów, muzeów, galerii czy oper zdecydowanie częściej niż to robią. Ostatecznie zatem i tak zawsze dochodzimy do ekonomii. Dlatego jestem za sprywatyzowaniem wszelkich instytucji kultury w Polsce. Jeżeli część z nich by przetrwało- to znaczy, że są potrzebne. Jeżeli nie- trudno, upadną jak przedsiębiorstwa. Tak działa wolny rynek. W temacie celowo nie wspominałem o czytelniach i bibliotekach, bo mam w stosunku do nich propozycję wyjątkową: zmigrowanie książek ze wszystkich polskich bibliotek i udostępnienie ich za darmo w internecie. Koszt utrzymywania internetowej biblioteki byłby praktycznie zerowy, a czytelnicy mieliby łatwy dostęp do każdej książki, która kiedykolwiek ukazała się w naszym kraju.

piątek, 20 kwietnia 2018

e/ wydatki na komunikację miejską- 20 mld zł (obecnie 30 mld zł dopłaty z budżetów gmin, po zmianach państwo będzie dopłacało maks 10 mld zł).



Jak sprawić, żeby ceny biletów komunikacji miejskiej były niższe a jednocześnie podatnicy nie przeznaczali 30 mld zł rocznie na jej utrzymanie? Oto moje rozwiązania systemowe:
- obecnie utrzymanie komunikacji miejskiej należy do kompetencji samorządów. Ceny biletów za przejazdy zależą w związku z tym od miejsca zamieszkania. Proponuję więc upaństwowić komunikację, gdyż pozwoli to na ujednolicenie cen biletów
- ceny biletów pokrywają dziś tylko 35 proc. kosztów utrzymania komunikacji miejskiej. Pozostałą część (30 mld zł w skali kraju) samorządy muszą pokryć z własnych pieniędzy. Dzieje się tak, gdyż mało osób w ogóle kasuje bilet. Żeby zaradzić masowemu zjawisku gapowiczostwa proponuję zastąpić kasowanie biletów płaceniem za przejazd dla kontrolera bezpośrednio przy wejściu do autobusu. Należałoby wcześniej przebudować autobusy, aby istniałoby w nim miejsce poboru opłat. Zatrudnienie kontrolera w każdym autobusie byłoby mniej kosztowne niż obecne 30 mld zł straty spowodowane nie kasowaniem biletów. Opłat za przejazd nie powinien pobierać kierowca, aby nie opóźniać ruchu.
- poza opłatą za przejazd, istniałyby także bilety wieloprzejazdowe: 24 godzinne, tygodniowe, miesięczne i roczne, które pasażerowie pokazywałby kontrolerowi przy wejściu.
- w efekcie przeprowadzonych zmian komunikacja stałaby się opłacalna tzn. podatnicy nie dopłacaliby do niej 30 mld zł rocznie. Zaoszczędzone wydatki powinny zostać przeznaczone na obniżenie podatków.
- jestem również za wprowadzeniem konkurencji i dopuszczeniem do rynku usług komunikacyjnych prywatnych przedsiębiorstw, które na równi z państwem rywalizowałyby o klienta.

czwartek, 29 marca 2018

f/ likwidacja kolei pasażerskiej i wprowadzenie przejazdów busowych (są dużo tańsze)- 5 mld zł



Zlikwidować kolej. Zamiast transportu kolejowego należy rozwijać międzymiastowe przewozy busowe. Transport busowy jest dochodowy w przeciwieństwie do kolejowego. Przejazd busem kosztuje kilka złotych, a prywatne firmy osiągają zysk. Na kolej państwo natomiast dopłaca 6,5 mld zł rocznie. Mimo, iż ceny biletów są wysokie nie pokrywają nawet strat. Firmy prywatne nie oferują jednak przejazdów do mniejszych miejscowości np. z Białegostoku do Moniek, gdyż są one dla nich nieopłacalne ekonomicznie. Podróżni muszą mieć natomiast zapewnioną możliwość dojazdu z każdej miejscowości do każdej. Transport busowy powinno więc zorganizować państwo które by konkurowało o klienta z prywatnymi firmami przewozowymi. Państwowe przewozy busowe obejmowałyby zdecydowanie więcej przejazdów regionalnych niż prywatne przedsiębiorstwa świadczące ten sam rodzaj usług i dlatego w warunkach wolnego rynku mogłyby z nimi skutecznie rywalizować. Cena biletu przejazdowego byłaby znacznie niższa niż PKP, a budżet państwa nie generowałby strat 6,5 mld zł rocznie. Bilety staniałyby mniej więcej 6-krotnie- bo taka jest różnica w cenie miedzy przejazdem kolejowym a busowym (np. bilet PKP z Białegostoku do Warszawy kosztuje 30 zł, a busowy- 5 zł a kupiony kilka dni przed podróżą- nawet złotówkę). Aby nie ograniczać oszczędności związanych z przeprowadzoną reformą zwalniani maszyniści, mający prawo jazdy powinni przekwalifikować się na kierowców busów. Pozostali zaś, tak jak nauczyciele, jako byli maszyniści do pracy wykonywanej w innym zawodzie otrzymaliby 1000 zł dodatku. Płacenie 1000 zł miesięcznie jest mimo wszystko tańszym rozwiązaniem niż zapewnienie wcześniejszych emerytur.

środa, 7 marca 2018

i/ zwolnienie polowy nauczycieli, pozostałym wydłużenie czasu pracy z 4 do 8 godzin-7,5 mld zł;



30 mld zł- tyle budżet państwa wydaje rocznie na płace dla ponad 500 tys. nauczycieli. Przeciętny belfer zarabia 4 tys. 700 zł, pracując zaledwie 4 godziny dziennie. Żeby uświadomić sobie, jak dużym obciążeniem dla podatników są nauczyciele, warto porównać koszt ich utrzymania , z wysokością wpływów z podatków bezpośrednich. Nauczyciele kosztują budżet więcej niż wynosi połowa dochodu z  PIT (56 mld zł), lub podatków płaconych przez przedsiębiorców-50 mld zł (30 mld zł CIT+ 20 mld zł liniowy PIT dla przedsiębiorców). Dla mnie to chore, że na pensje dla nauczycieli musi się składać ponad połowa przedsiębiorców lub podatników z I grupy podatkowej PIT. Cała Polska haruje, żeby belfer mógł sobie popracować 4 godzinki dziennie i wypoczęty wrócić do domu. Wreszcie któryś rząd powinien przerwać kosztowne wygodnictwo jednej grupy zawodowej. Moja propozycja: zwolnić polowe nauczycieli, drugiej połowie podwyższyć czas pracy do 8 godzin (niech ciężko pracują jak wszyscy w Polsce). Podatnicy zyskają 15 mld zł. Jeżeli belfry będą zajadle protestować, dać zwalnianym legalną łapówkę w formie 1000 zł dodatku do pracy podjętej w innym zawodzie. Za cenę uniknięcia awantur i burd nauczycieli pod Sejmem, budżet na reformie zyskałby o połowę mniej niż w wariancie „wywalenia nauczycieli na zbity ryj”: 7,5 mld zł zamiast 15 mld zł.

czwartek, 22 lutego 2018

2. Obniżenie podatków

Przeprowadzenie zaproponowanych przeze mnie reform przyniosłoby 200 mld zł oszczędności budżetowych. W mojej koncepcji, z zaoszczędzonych środków- 150 mld zł byłoby przeznaczonych na obniżenie podatków, pozostałe 50 mld zł- na przeprowadzenie pozostałych reform: rynku pracy, zwiększenie finansowania służby zdrowia, edukacji, reprywatyzację i zmianę zasad finansowania sportu. 
I obniżenie podatków bezpośrednich- 130 mld zł
1/ likwidacja podatków płaconych przez przedsiębiorców- 50 mld zł (CIT- 30 mld zł, liniowy PIT dla przedsiębiorców- 20 mld zł, ryczałt, karta podatkowa)
2/ likwidacja PIT- 56 mld zł

3/ obniżenie obciążeń składkowych- 22 mld zł
a obniżenie składki rentowej łącznie o 4% (2% po stronie pracownika i 2% po stronie przedsiębiorcy)- 22 mld zł pkt a nie realizowany w przypadku przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
- odliczanie składki od przychodu z uwzględnieniem stawek przed obniżką (żeby podstawa obniżenia się nie zmniejszała)
b/ likwidacja składki wypadkowej (wydatki na ten cel w ogóle nie byłyby finansowane)

c/ likwidacja obowiązkowej składki chorobowej
- składka chorobowa zostałaby zastąpiona dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym w wysokości 3% za każdy dzień choroby. Pracownik nieubezpieczony w razie choroby nie otrzymywałby żadnego świadczenia
e/ pozostawienie składki zdrowotnej w obecnej wysokości (9%); składka byłaby odliczana od przychodu na tej samej zasadzie co składka emerytalna

II. obniżenie VAT:
A. w przypadku nie przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki
1/ stosowanie odrębnej stawki podatkowej VAT od sprzedaży detalicznej w stosunku do stawki VAT, płaconej we wcześniejszych fazach obrotu (zachowane zostałyby obecne stawki)
2/ stawka podatku VAT od sprzedaży detalicznej:

a/ 15 proc.- na towary i artykuły opodatkowane ogólną stawką 23% 
b/ 5 lub 8 proc.- na towary objęte dzisiaj ogólną stawką 5 lub 8 proc.
- podjecie pertraktacji z Unia Europejska w razie niezgodności z prawem unijnym 

B. w przypadku nie przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki 
a/ likwidacja VAT od 2 faz obrotu towaru: hurtowej (płaconego przez hurtownie) i sklepowej (płaconego przez sklepy)- jeśli towar sprzedaje bezpośrednio jego producent 
b/ zachowanie obecnych stawek VAT od sprzedaży detalicznej (płaconego przez konsumentów)
W efekcie przeprowadzonych zmian:
- opodatkowanie pracy spadłoby o połowę: z 36% do 18% (jeśli nieprzeprowadzenia demonopolizacji gospodarki) lub do 20% (w przypadku przeprowadzenia reformy demonopolizacji gospodarki)
- stawka podstawowa podatku VAT płaconego przez konsumentów spadłaby: z 23% do 15% (nieprzeprowadzenie demonopolizacji) lub cena finalna towaru spadłaby o 30% wskutek likwidacji marży nakładanej przez hurtownie i sklepy (przeprowadzenie demonopolizacji)
III. likwidacja opłat za przejazd autostradą
IV. likwidacja podatku handlowego wprowadzonego przez PiS

piątek, 2 lutego 2018

3. Demonopolizacja gospodarki.

Oficjalnie wciąż używa się potocznie określenia wolny rynek. Jednak w rzeczywistości produkcję w każdym niemal sektorze gospodarki (poza produkcją materiałów budowlanych) monopolizuje kilka koncernów. Współczesna gospodarka nie jest zatem wolna (konkurencyjna), tylko oligopolowa. Istnienie oligopoli jest niekorzystne dla rynku, gdyż niszczy produkcje i konkurencje. Przełamanie hegemonii koncernów z największym kapitałem nie będzie łatwe, gdyż nie są one zainteresowane stworzeniem warunków, w których zmuszone miałyby być do prowadzenia rywalizacji z wieloma podmiotami. Państwo zamiast wspierać monopole powinno przeciwdziałać im. Poza wielkimi koncernami, zaopatrującymi cały rynek potrzebni są także mali producenci lokalni. Gospodarka wielu konkurujących ze sobą przedsiębiorstw produkcyjnych funkcjonowałaby na pewno korzystniej od obecnej. Oferowane produkty byłyby tańsze ze względu na związaną z redukcją ilości faz obrotu- eliminację marży hurtowej i detalicznej. Z nowej organizacji handlu najbardziej skorzystaliby producenci rolni, którzy sprzedawaliby swoje produkty bezpośrednio na rynek, z pominięciem bardzo niekorzystnego dla nich skupu. Przedstawiam bariery w wejściu nowych firm na rynek i proponowane przeze mnie rozwiązania tych problemów. Bariery:
1. bariera braku sprzedawcy- problem z dystrybucją własnego towaru. Dzisiaj sieci detaliczne rozprowadzają towar wielkich koncernów. Ich duży i stały zysk zapewniający im ustabilizowana sytuacje rynkowa sprawia, że są one uznawane przez duże sklepy spożywcze za wiarygodnych partnerów biznesowych. Sieci detaliczne nie będą natomiast chciały. rozprowadzać towar nieznanych marek przedsiębiorców, dopiero wchodzących na rynek i mogących k zbankrutować. Sprzedaż bezpośrednia przez producenta towaru we własnych sklepach raczej na dzisiejszym rynku tez by się nie powiodła. Skoro nawet Wawel przynoszący 200 mln zł zysku rocznie posiada jedynie kilkanaście sklepów firmowych w kraju, bo zdecydowanie bardziej opłaca się im rozprowadzać swój towar w wielkich sieciach spożywczych. Ta forma dystrybucji nie dawałaby wiec zupełnie żadnych szans początkującemu, nieznanemu producentowi.
2. bariera nieznajomości technologii produkcji- Technologie produkcji wielkich koncernów kształtowały się latami i były współtworzone przez wiele osób. Początkujący przedsiębiorca nie ma natomiast żadnych możliwości zdobycia wiedzy i umiejętności w zakresie sposobu wytwarzania produktu.
3. bariera związana z możliwością wchłonięcia malej firmy przez oligopol
4. bariera związana z nieznajomością towaru przez konsumentów i brakiem środków na jego promocje (reklamę).
5. bariera radykalnego spadku dochodów z podatku VAT, spowodowana zmniejszeniem ilości faz obrotu towaru. Podatek VAT jest płacony od każdego pośrednika sprzedaży. Reforma zakłada bezpośrednią sprzedaż towaru przez producentów, w związku z czym państwo straciłoby dochody VAT ze sprzedaży hurtowej  i detalicznej. VAT płaciliby wyłącznie konsumenci, co przełożyłoby się na ubytek wpływów do budżetu o ok. 60 mld zł.
Teraz moje propozycje:
1 bariera braku sprzedawcy (najważniejsza bariera dla demonopolizacji)- skoro prywatne koncerny spożywcze nie będą chciały sprzedawać towaru nieznanych producentów, a handel indywidualny obarczony jest ryzykiem bankructwa, sprzedawcy- producenci swoją działalność gospodarczą powinni prowadzić w ramach wspólnej sieci sprzedaży detalicznej "Sprzedaż własna". Sprzedawcy-producenci wnosiliby opłatę za sprzedaż- tak jak handlarze bazarowi, natomiast pod względem wewnętrznym teren sprzedaży byłby sklepem- budynkiem z podziałem na grupy artykułów rozłożonych na półkach artykułów za które klient płaciłby w kasie. W zaproponowanej przeze mnie formie organizacyjnej sprzedaży producenci-sprzedawcy ponosiliby pełny koszt wszystkich niesprzedanych produktów. Z opłaty wnoszonej przez producentów-sprzedawców pokrywany byłby koszt przechowywania żywności oraz inne koszty związane z funkcjonowaniem obiektu handlowego, w tym wynagrodzenie kasjerów i innych pracowników. Opłata nie przewyższałaby tych kosztów, gdyż w przeciwnym razie stałaby się rodzajem podatku.     
2 bariera nieznajomości środków produkcji- duże znaczenie w przełamaniu tej bariery odegra system szkolnictwa wyższego. Powinien powstać kierunek studiów zajmujący się technologia produkcji. Student w ramach 5-letnich studiów magisterskich zaznajamiałby się z technologia produkcji, najważniejszych dla rynku towarów takich jak: wyroby tytoniowe i alkohole, napoje gazowane, lody, słodycze, kosmetyki, proszki do prania i inne. Istniałaby także możliwość ukończenia kursu zaznajamiającego z technologia produkcji jednego towaru.
3 bariera związana z wchłonięciem mikro przedsiębiorcy przez oligopol- przeciwdziałaniu tej patologii powinny służyć przepisy prawne, uniemożliwiające przejmowanie małych producentów przez ogólnorynkowe koncerny. Nałożony zostałby także ustawowy obowiązek dopuszczenia do sprzedaży wszystkich  producentów zgłaszających taką chęć- bez żadnego wyjątku. Silniejsi producenci  nie mogliby zatem wykluczać słabszych. Konkurencja byłaby wówczas pełna, gdyż dawałaby szansę utrzymania się na rynku najdrobniejszemu nawet sprzedawcy.
4 bariera związana z nieznajomością towaru przez konsumentów i brakiem środków na promocję własnego produktu (reklamę). Dobrym sposobem na promocje byłoby stworzenie możliwości degustacji (produkcja artykułów spożywczych i napoi) lub wzięcia na próbę (np. produkcja proszków) produktów nowych producentów. Pewna część sklepu wydzielona byłaby właśnie na taka promocje. Początkujący przedsiębiorcy informowaliby tez klientów w jakich jeszcze punktach sprzedaży detalicznej  mogliby nabyć ich produkt (zakładamy ze jest to początkujący producent i sprzedaż jego produktów prowadzi ledwie kilka sklepów).
5 bariera radykalnego spadku dochodów z podatku VAT, spowodowana zmniejszeniem ilości faz obrotu towaru. Przed przeprowadzeniem reformy konieczne jest zatem zbilansowanie wszystkich wydatków i dochodów budżetowych, co będzie możliwe dzięki wdrożeniu w całości mojego planu oszczędnościowego na 200 mld zł.
W tak zorganizowanej formie handlu detalicznego uczestniczyliby na tych samych zasadach producenci lokalni i ogólnorynkowi, z tym, że duże koncerny nie miałyby możliwości prowadzenia reklamy swoich towarów na terenie sklepu. Dział promocyjny sklepu służyłby wspieraniu marek nieznanych producentów, wchodzących dopiero na rynek. Na podobnej zasadzie co produkcja zorganizowany byłby także import. Importerzy, tak samo jak producenci również zajmowaliby się jednocześnie sprzedażą importowanych przez siebie towarów (np. owoców). Producenci-sprzedawcy i importerzy-sprzedawcy uczestniczyliby zatem we wspólnym rynku, sprzedając swój towar w tych samych obiektach handlowych. Dzięki eliminacji liczby pośredników w obrocie (hurtowników, sklepów detalicznych) i co za tym idzie- nakładanych przez nich marż, ceny produktów spadłyby ca najmniej o 30%. Likwidacja marży hurtowej i detalicznej w połączeniu z wielością konkurujących ze sobą podmiotów oraz proponowaną przeze mnie porównywarką internetową powodowałoby, że ceny utrzymywałyby się zawsze na stabilnym, bardzo niskim poziomie